Patrząc na brak podaży na niektórych spółkach, można odnieść wrażenie, że chętnych do sprzedaży akcji można będzie znaleźć chyba tylko (nielegalnie) przez ogłoszenie. Przy opisie spółki należałoby wtedy dodać, że chodzi o "atrakcyjną, z niewysokim kursem, małym free floatem i jeszcze nie wykorzystaną przez giełdowych spekulantów". Niestety, tych kryteriów nie spełniają spółki z WIG20 i choć kontrakty zanotowały wczoraj nowe maksimum, to ostatnie sesje zwiastują trudności z pokonaniem przez indeks z bariery 1500 pkt.
Zapoczątkowany środową korektą podział rynku widoczny był wczoraj jeszcze wyraźniej. Jedynym indeksem, który zszedł na minusy, był właśnie WIG20. W najgorszym momencie tracił 1%, a sprzedaż kolejnych pakietów TPS (od środy któryś z funduszy, sprzedając po 80-100 tys. akcji wyraźnie redukuje udziały w kilku największych spółkach) wywołała wyprzedaż na kontraktach, sprowadzając je na sesyjne minimum - 1440 pkt. Później to już niemal tradycyjne łapanie korekty. Przez ostatnie tygodnie każde dwucyfrowe minusy były przecież świetnymi okazjami do kupna.
Ale nawet jeśli tej korekty nie udałoby się odrobić w drugiej części sesji, to dalej nie ma na razie alternatywy dla długich pozycji. Co prawda, wspomniana słabość dużych spółek zwiastuje problemy indeksu w walce o trwałe pokonanie 1500 pkt, ale tylko na tej podstawie nie można jeszcze określać, czy zbieranie sił i realizacja zysków przybierze formę głębszej korekty, czy też jedynie konsolidacji przyzwyczajającej inwestorów do obecnych poziomów cenowych. Nie mogę nie dodać, że w niektórych przypadkach wybitnie przesadzonych. Barierą bezpieczeństwa dla byków dalej powinien być poziom środowego dołka na 1424 pkt, w którego pobliżu przebiega teraz średnia krocząca i górne ograniczenie kanału wzrostowego.