Czwartek przyniósł wzrost notowań na międzynarodowym rynku naftowym pod wpływem danych, które wykazały zmniejszenie w USA zapasów paliw płynnych. W końcu zeszłego tygodnia rezerwy ropy przekraczały tylko o 3,4% najniższy poziom od 28 lat, który odnotowano w lutym. Spadek zapasów wiąże się ze wzrostem produkcji benzyny w ostatnich tygodniach sezonu motoryzacyjnego. Amerykańskie rafinerie zwiększyły do 94% wykorzystanie mocy wytwórczych, aby wykorzystać wysokie marże przy sprzedaży tego paliwa, którego rezerwy również zmalały. Jednocześnie rozpoczynają gromadzenie zapasów oleju opałowego przed zbliżającą się zimą, co dodatkowo wpływa na wzrost zapotrzebowania na ropę. W tych okolicznościach cena ropy Brent z dostawą w październiku przekroczyła w Londynie 29 USD za baryłkę i wynosiła wczoraj po południu 29,57 USD wobec 28,84 USD w końcu sesji środowej.
Złoto odgrywało wczoraj w mniejszym stopniu rolę bezpiecznej lokaty kapitału, która uwydatniła się po ostatnich zamachach bombowych na Bliskim Wschodzie. Cena tego kruszcu reagowała natomiast na wahania kursu dolara do euro. Wobec wzmocnienia waluty amerykańskiej stał się on za drogi dla nabywców europejskich i w efekcie jego notowania spadły. W Londynie złoto staniało do 362,25 USD za uncję z 366,25 USD dzień wcześniej.
Notowania miedzi, po trwającym cztery sesje wzroście, nieznacznie spadły. Dotychczasowa tendencja zwyżkowa była efektem zwiększonego popytu na ten metal w Chinach. Pewien wpływ miały też oznaki poprawy koniunktury w USA. Wczoraj tona miedzi w kontraktach terminowych kosztowała w Londynie 1765 USD, tj. o 2 USD mniej niż w piątek.