Według danych nadzoru ubezpieczeniowego, zatrudnienie w sektorze ubezpieczeń na życie spadło w ubiegłym roku aż o 15%. Czy jest to odpowiedź na spowolnienie rozwoju tego segmentu rynku?
Zmiany w zatrudnieniu, jakie można było zaobserwować w ubiegłym roku, zwłaszcza w sektorze ubezpieczeń na życie, to efekt optymalizacji tego biznesu w Polsce. Spadek dynamiki nowej sprzedaży, przy wzroście liczby rezygnacji, spowodował, że niektóre zakłady musiały popatrzeć na swoją stronę operacyjną i zastanowić się nad racjonalizacją pewnych kosztów...
Zlikwidowano jednak około 1400 etatów, to dwie średniej wielkości firmy ubezpieczeniowe. Czy, według Pani, musiało dojść do tak drastycznych redukcji personelu?
Nie patrzyłabym na ten problem w kategoriach absolutnych. Moim zdaniem, nie doszło do masowych redukcji zatrudnienia. Jednym z elementów racjonalizacji kosztów, które w ubiegłym roku przeprowadzały zakłady ubezpieczeń na życie, było porządkowanie i zmiana zasad współpracy z częścią pracowników, zwłaszcza z działów sprzedaży. W niektórych firmach do tej pory było tak, że osoby te były zatrudnione na umowę o pracę, ale np. na 1/5 etatu, bądź za minimalne ustawowe wynagrodzenie. Dodatkowo otrzymywały wynagrodzenia z tytułu prowizji. Część ubezpieczycieli, starając się zintensyfikować sprzedaż, zmieniło charakter tej współpracy, przesuwając relacje w stronę bardziej prowizyjnych - stąd prawdopodobnie wynika spadek liczby etatów w zestawieniach KNUiFE. "Zwalniani" pracownicy wcale nie musieli na takim rozwiązaniu tracić finansowo. dla danej osoby zajmującej się akwizycją i prowadzącej działalność gospodarczą, takie rozwiązanie mogło być nawet bardziej korzystne, choćby z podatkowego punktu widzenia.
Z danych nadzoru wynika, że przede wszystkim trzy grupy pracownicze zostały dotknięte tymi redukcjami: aktuariusze, średnia kadra zarządzająca oraz szeregowi pracownicy.