Reklama

Zmiany w zatrudnieniu są nieuniknione

Z Zofią Dzik, szefem sekcji ubezpieczeniowej w firmie doradczej Business Andersen Consulting, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 30.08.2003 11:58

Według danych nadzoru ubezpieczeniowego, zatrudnienie w sektorze ubezpieczeń na życie spadło w ubiegłym roku aż o 15%. Czy jest to odpowiedź na spowolnienie rozwoju tego segmentu rynku?

Zmiany w zatrudnieniu, jakie można było zaobserwować w ubiegłym roku, zwłaszcza w sektorze ubezpieczeń na życie, to efekt optymalizacji tego biznesu w Polsce. Spadek dynamiki nowej sprzedaży, przy wzroście liczby rezygnacji, spowodował, że niektóre zakłady musiały popatrzeć na swoją stronę operacyjną i zastanowić się nad racjonalizacją pewnych kosztów...

Zlikwidowano jednak około 1400 etatów, to dwie średniej wielkości firmy ubezpieczeniowe. Czy, według Pani, musiało dojść do tak drastycznych redukcji personelu?

Nie patrzyłabym na ten problem w kategoriach absolutnych. Moim zdaniem, nie doszło do masowych redukcji zatrudnienia. Jednym z elementów racjonalizacji kosztów, które w ubiegłym roku przeprowadzały zakłady ubezpieczeń na życie, było porządkowanie i zmiana zasad współpracy z częścią pracowników, zwłaszcza z działów sprzedaży. W niektórych firmach do tej pory było tak, że osoby te były zatrudnione na umowę o pracę, ale np. na 1/5 etatu, bądź za minimalne ustawowe wynagrodzenie. Dodatkowo otrzymywały wynagrodzenia z tytułu prowizji. Część ubezpieczycieli, starając się zintensyfikować sprzedaż, zmieniło charakter tej współpracy, przesuwając relacje w stronę bardziej prowizyjnych - stąd prawdopodobnie wynika spadek liczby etatów w zestawieniach KNUiFE. "Zwalniani" pracownicy wcale nie musieli na takim rozwiązaniu tracić finansowo. dla danej osoby zajmującej się akwizycją i prowadzącej działalność gospodarczą, takie rozwiązanie mogło być nawet bardziej korzystne, choćby z podatkowego punktu widzenia.

Z danych nadzoru wynika, że przede wszystkim trzy grupy pracownicze zostały dotknięte tymi redukcjami: aktuariusze, średnia kadra zarządzająca oraz szeregowi pracownicy.

Reklama
Reklama

W przypadku aktuariuszy mówimy zasadniczo o niewielkiej grupie ludzi, więc raczej nie stawiałabym tezy, że w ogóle miała miejsce jakakolwiek redukcja, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt połączeń firm ubezpieczeniowych oraz zaprzestania działalności przez kilka towarzystw.

Zgoda. A co w takim razie działo się z dyrektorami? Oprócz zmniejszenia liczby etatów w tej grupie zaszeregowania widoczna jest również redukcja ich wynagrodzeń. Czy jest także element racjonalizacji polegający na przenoszeniu ciężaru z wynagrodzenia ze stałego na zawierające większy element premii?

Wiem na pewno, że w działach sprzedaży był to jeden z podstawowych czynników, które spowodowały zmiany w systemach wynagradzania.. Dodatkowym impulsem były nie najlepsze nastroje związane z sytuacją na rynku. Rok 2002 był na tyle ciężki, że część firm ubezpieczeniowych zaczęła racjonalizować swoje koszty wewnętrzne. Z moich obserwacji wynika, że w ramach tych działań niektóre zakłady ubezpieczeń dokonywały także korekt wynagrodzenia. Starały się dostosować ich poziom do tego, co oferowali konkurenci na rynku. Ze względu na spadek dynamiki przychodów ze składek, w wielu firmach zarządy starały się racjonalizować koszty. Przynajmniej podjęto takie próby, bo nie można powiedzieć, że ten proces się zakończył.

Czy w takim razie możemy oczekiwać, że po 2003 r. ta tendencja się pogłębi. Będzie więcej zwolnień, coraz więcej osób będzie przechodziło do firm dystrybucyjnych bądź na własną działalność. Bo sytuacja nie jest chyba znacząco lepsza od tej, z którą mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku.

Gdybym powiedziała, że spodziewam się masowych zwolnień w sektorze ubezpieczeniowym, to by świadczyło o tym, że nie wierzę w to, że ten rynek się podnosi i może się rozwijać. A tak właśnie uważam. Oczywiście, w sytuacji spadku dynamiki sprzedaży można zrobić dwie rzeczy. Podjąć decyzję o redukcji personelu i dostosowaniu liczby zatrudnionych do aktualnego poziomu przychodów. Innym, i moim zdaniem, dużo lepszym wyjściem jest jednak podjęcie próby intensyfikacji sprzedaży przy zaZ moich obserwacji i rozmów wynika, że rynek ubezpieczeniowy osiągnął dno złego samopoczucia i podejmowane są energiczne starania o odwrócenia negatywnego trendu. Obecnie wśród firm widoczna jest bardzo silna tendencja, żeby starać się z jednej strony zwiększać sprzedaż, z drugiej - utrzymywać istniejący portfel.

Sektor ubezpieczeń majątkowych wydaje się być w jeszcze gorszej sytuacji, bo od kilku lat przychody ze składek praktycznie się nie zmieniają. Dlaczego więc nie widać, w skali rynku, praktycznie żadnych korekt w zatrudnieniu, a wynagrodzenia nawet wzrosły. Czy jest to wynik dostosowywania płac do rynkowego benchmarku.

Reklama
Reklama

Dotychczasowe różnice w wysokości wynagrodzeń wynikały z tego, że rynek krajowy ubezpieczeń na życie rósł bardzo gwałtownie. Trzeba pamiętać, że bardzo często poziom wynagrodzenia w zakładach ubezpieczeń na życie był ustalany w odniesieniu do celów sprzedażowych. Stąd też brały się tak duże dysproporcje. Teraz gdy przyszedł okres stabilizacji, gdy składka wprawdzie rośnie, ale nie mówimy już o podwajaniu portfela z roku na rok, to rynek zaczął się porównywać i optymalizować. Jeżeli spojrzymy na sektor ubezpieczeń majątkowych, to wzrost przychodów jest mniejszy....

W odniesieniu do całego rynku, można mówić raczej o spadku. Co ciekawe, z danych nadzoru wynika, że wzrost kosztów administracyjnych, a więc płac, zanotowano w zakładach z przewagą kapitału krajowego.

Rzeczywiście, w poszczególnych kwartałach odnotowywano regres przypisu składki brutto. Dlatego trudno mi się ustosunkować do danych nadzoru, z których wynika, że płace w sektorze wzrosły w 2002 r.. Wydaje się to stosunkowo mało racjonalne. Jak Pan wspomniał, pewne statystyki wskazują, że te zmiany mogą dotyczyć określonych spółek. Z tego co wiem, przeprowadzano w nich kilka dużych projektów, np. stworzenie korpusu średniej kadry zarządzającej. To mogło okresowo zaważyć na wyniku rynku.

Łączny zysk netto sektora poprawił się o ponad 30%. Pozostaje pytanie, czy uda się to powtórzyć w 2003 r. W ubiegłym roku o wzroście zysku przesądziły niższe koszty odszkodowań oraz wysokie dochody z działalności lokacyjnej.

Osiągana rentowność rzeczywiście jest wysoka. Należy mieć na uwadze fakt, że ponadtrzydziestoprocentowy wzrost zysku netto jest rezultatem dobrych osiągnięć pojedynczych ubezpieczycieli, mających wpływ na wskaźniki całego sektora. Nie wszystkie firmy będące w pierwszej piątce ubezpieczeń majątkowych i na życie mogą zaliczyć 2002 rok do udanych pod kątem dynamiki wyniku finansowego netto. Na uwagę z pewnością zasługuje duża poprawa wyników technicznych (wzrost o ponad 50%), co wskazuje na fakt, że koszty wynagrodzeń pracowników nie były jedynym źródłem oszczędności, ale że źródeł tych szukano w bezpośrednich kosztach działalności ubezpieczeniowej - czyli w kosztach akwizycji i odszkodowań. Jest to zdrowy objaw, aby przy spadającej dynamice przychodów racjonalizować bazę kosztową. Proces ten zaczął się w ubiegłym roku, istnieje zatem szansa, że 2003 rok będzie również rokiem wysokich wyników finansowych przy niskiej dynamice składki. W działaniach tych jednak ubezpieczyciele muszą również pamiętać, aby nie odbywały się one kosztem klientów. Nadmierne zaostrzenie np. pewnych procedur odszkodowawczych może przynieść krótkoterminowo dobre rezultaty, ale z pewnością w dłuższym okresie może zaważyć na wskaźnikach utrzymania klientów.

Czy struktura zatrudnienia polskiego rynku ubezpieczeniowego jest w jakiś sposób porównywalna do tej, która jest za granicą. Czy można stwierdzić, że będzie się ona zmieniać, np. ulegać spłaszczeniu.

Reklama
Reklama

Uważam, że na rynku polskim jest jeszcze dużo do zrobienia. Zakłady ubezpieczeń powinny optymalizować liczbę osób, które pracują w tzw. back-office, rozumianym nie tylko jako służby wsparcia technicznego (np. księgowość, IT), ale dotyczącym również biur ubezpieczeń związanych z przygotowaniem dokumentacji ubezpieczeniowej, z administracją portfela etc. Obecnie na zachodzie Europy sporo inwestuje się w rozwiązania automatyzujące te procesy. Myślę, że ten trend niedługo będzie bardziej widoczny w Polsce. Osoby, które są uwalniane w tym procesie, mogą być potencjalnie przesuwane do procesów front-office, czyli sprzedaży i bezpośredniej obsługi kontaktów z klientem. Należy mieć jednak na uwadze, że procesy te wymagają zdecydowanie innych umiejętności i predyspozycji, niż funkcje wsparcia. Na Zachodzie zdecydowanie mniej osób pracuje po stronie niewidocznej dla klienta.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama