Tesco, największa w Wielkiej Brytanii sieć supermarketów, sprzedała w ub.r. paliwa za około 2 mld funtów. Odpowiada to 4 mld litrów i 2,8% całego rynku. W pierwszych 14 tygodniach br. William Morrison, piąta co do wielkości sieć sklepów na Wyspach, zwiększyła sprzedaż paliw o 14%, przy prawie 7-proc. wzroście dotyczącym pozostałego asortymentu. Przychody z handlu paliwami sieci Sainsbury w ciągu czterech lat wzrosły z 600 mln do 2 mld funtów rocznie.
Zachętą do korzystania ze stacji przy supermarketach, oprócz niskich cen, są dodatkowe korzyści np. w postaci kuponów rabatowych na zakupy. Morrison oferuje 5-funtową zniżkę na zakupy w sklepach po zatankowaniu 333 litrów paliwa. Przekłada się to na oszczędność na jednym litrze w wysokości 1,5 pensa. Hipermarkety Sainsbury dają 2 punkty za każdy funt wydany na benzynę i zakupy w sklepie. Punkty mogą być zamienione m.in. na wejściówki do kin, a nawet na bilety lotnicze.
Obecnie stacje należące do sieci hipermarketów kontrolują 27% wartego 18 mld funtów rynku paliw na Wyspach Brytyjskich. Od niedawna nawet kierowcy TIR-ów coraz częściej wybierają te stacje. M&B Transport & Logistics, która zawiaduje flotą 45 pojazdów, dzięki tankowaniu na tych stacjach płaci niższe o 3% rachunki za olej napędowy. Wcześniej firma była klientem Cartlon Fuels, niezależnego dostawcy paliw.
Właścicieli małych sieci stacji, wśród których są m.in. Samuel Cooke i Conquest Oil, pozostają bezsilni wobec coraz większego udziału supermarketów w rynku. Boją się, że ich dni są policzone. Jest to kolejna grupa podmiotów, po właścicielach małych sklepików w centrach miast, jaka odczuwa skutki rozwoju dużych sieci handlowych.
Hipermarkety w Wielkiej Brytanii rozpoczęły sprzedaż paliw w latach 80. Tworzenie stacji przy tych obiektach miało być tylko chwytem marketingowym i przyczynić się do zwiększenia sprzedaży żywności i artykułów gospodarstwa domowego.