Sąsiedztwo, a także liczne więzy łączące Ukrainę i Polskę, sprzyjają wymianie handlowej między naszymi krajami. Czy Pana zdaniem handel ukraińsko-polski odzwierciedla pod względem wartości i struktury towarowej możliwości i potrzeby obu stron?
W mojej ocenie wykorzystanie potencjału gospodarczego w przełożeniu na obroty towarowe jest bardzo słabe. W zeszłym roku wyniosły one około 1,6 mld USD, z czego 600 mln USD to polski import z Ukrainy, a 1 mld USD ukraińskie zakupy w Polsce. Obroty zwiększają się, ale trudno byłoby to uznać za wyraźną tendencję. W ogóle - moim zdaniem - czasy prostego handlu między Ukrainą a Polską mamy już za sobą.
Jeżeli chodzi o strukturę towarową, to w ukraińskim eksporcie można wyróżnić trzy podstawowe grupy: rudy metali, wyroby metalowe i trochę chemii, przy czym żadna z nich nie ma przyszłości. Wraz z rozwojem ukraińskiego hutnictwa rośnie popyt wewnętrzny na rudę żelaza, a jednocześnie Polska zamierza zróżnicować import i kończy budowę portu w Gdańsku, nastawionego na dostawy tego surowca z Brazylii. Jeżeli chodzi o wyroby metalowe, to jeszcze nie wiadomo do końca, czy kontyngent dotyczący ukraińskiego eksportu do UE zostanie rozszerzony o Polskę.
A jakie towary dominują w polskim eksporcie na Ukrainę?
Najważniejsze grupy to produkty przemysłu maszynowego i chemicznego, meble oraz artykuły spożywcze. Kupujemy także inne towary. Nie ukrywam, że według danych ukraińskich import z Polski jest o około 600 mln USD mniejszy, niż wykazują to statystyki polskie. Problem ten powinien zniknąć po wprowadzeniu - zgodnie z podpisaną już umową - wspólnej kontroli granicznej.