Reklama

Inwestorzy nie chcą się pozbywać banków

Z Wojciechem Kwaśniakiem, Generalnym Inspektorem Nadzoru Bankowego, rozmawia Piotr Utrata

Publikacja: 11.09.2003 09:43

Jak ocenia Pan wyniki finansowe banków za I półrocze 2003?

Banki komercyjne pokazały dobre wyniki. W I półroczu zysk netto wyniósł ponad 1,9 mld zł, czyli trochę mniej niż w całym 2002 roku, kiedy sięgnął nieco ponad 2 mld zł. Spodziewam się, że w tym roku banki wypracują około 4 mld zł. Pod warunkiem jednak, że nie będzie negatywnych zdarzeń, które - tak jak w zeszłym roku - doprowadziłyby do tworzenia rezerw na dużą skalę. Również sektor spółdzielczy osiągnął stosunkowo dobre wyniki, tj. 151 mln zł, podczas gdy za cały 2002 rok było to 355 mln zł, na co wpłynęło przeszacowanie posiadanych przez te banki akcji banków zrzeszających.

W I półroczu obserwowaliśmy większą dynamikę wzrostu aktywów. W bankach przyspieszyła także akcja kredytowa (o 3,9% wobec 2,6% w 2002 roku). Wraz z ożywieniem kredytowym rosną dochody z opłat i prowizji, które stanowią 26% wyniku banków. W części instytucji to blisko połowa wyniku. Zjawisko to jest pozytywne, jeśli wynika ze sprzedaży nowych produktów. Podnoszenie dotychczasowych opłat, stosowane w niektórych bankach, może jednak doprowadzić do odpływu klientów. Negatywnym zjawiskiem, które będzie się pogłębiać, jest spadek marży odsetkowej. W I półroczu wyniosła ona 2,97% w bankach komercyjnych oraz około 6% w spółdzielczych. Dla porównania, w krajach Unii Europejskiej marża wynosi 1,5 - 2%, a w sektorze spółdzielczym 2,5%.

Kto jest zainteresowany inwestycjami w polskich bankach?

Część inwestorów składa wnioski o pozwolenie na działanie w Polsce w ramach już istniejących grup kapitałowych. Inni, tak jak brytyjski HSBC, czekają na zgodę na rozpoczęcie działalności. Niebawem możliwość taką otrzyma Nykredit, który tworzy bank hipoteczny. Są też inwestorzy, często spoza Unii Europejskiej, zainteresowani nabyciem akcji w bankach już funkcjonujących w naszym kraju. Na razie, mimo że jest dużo chętnych do kupna, nie ma zainteresowanych sprzedażą banków.

Reklama
Reklama

Kiedy dojdzie do kolejnych procesów konsolidacyjnych w polskiej bankowości? Ile, Pana zdaniem, banków pozostanie na rynku?

Poza trzema bankami PKO BP, Pekao oraz BPH PBK, które posiadają powyżej 10% udziału w rynku, wszystkie inne instytucje mogą być wymieniane jako kandydaci do połączenia. Ich problemem jest mała skala działalności. Posiadany przez nich udział rynkowy wynosi co najwyżej 4-6%.

W ich przypadku najprostszym sposobem zwiększenia skali byłoby kupno innego banku. Jednak na razie konsolidacja nie dochodzi do skutku, bo inwestorzy strategiczni, posiadający większościowe udziały, nie chcą ich sprzedawać. W tej sytuacji alternatywą jest rozwój dotychczasowej działalności. Minus tego rozwiązania to długi czas, jaki trzeba poświęcić na zwiększenie udziału w rynku oraz koszty z tym związane.

Dlaczego w dużych bankach, takich jak Millennium, Kredyt Bank czy BRE, dochodzi do jednorazowego tworzenia rezerw, które prowadzą do wysokich strat? Czy to wina błędnych procedur, braku kontroli i nadzoru właścicielskiego, czy też mocnej pozycji prezesa?

Składa się na to kilka elementów. Jednym z podstawowych jest zarządzanie ryzykiem. Zwykle jest to uzależnione od tego, na ile konserwatywne jest podejście do tego problemu właścicieli banku. Kolejny element to jakość badań prowadzonych przez audytora spółki. A ostatnim jest termin nowej inspekcji GINB. Ze względu na liczbę banków nie jesteśmy w stanie przeprowadzać kompleksowych badań co roku. Do największych instytucji, mających kluczowe znaczenie dla całego sektora, na kompleksowe inspekcje wchodzimy co dwa lata. Natomiast do średnich spółek - co trzy lata, a do najmniejszych co pięć. Oprócz tego prowadzone są inspekcje problemowe oraz postępowania wyjaśniające. Na tle innych krajów należy uznać, iż intensywność badań polskiego nadzoru oraz ich zakres są duże.

Dotychczas tworzenie znacznych rezerw miało miejsce po kontroli GINB, zmianie audytora albo właścicieli banku lub też po znacznych zmianach we władzach spółki.Czy ING lub Citibank mogą się nie wywiązać z obietnic obniżenia udziału do 75% w ING BSK i Banku Handlowym?

Reklama
Reklama

Jesienią obaj inwestorzy muszą rozpocząć proces obniżania udziałów. Na sfinalizowanie operacji mają czas do końca 2004 roku. Już raz na prośbę inwestorów zgodziliśmy się na odłożenie tego procesu o pół roku. Powodem były trudne warunki na rynkach kapitałowych oraz wzrost napięcia związanego z sytuacją w Iraku. Teraz jednak sytuacja znacznie się poprawiła.

Strategiczni akcjonariusze ING BSK i Banku Handlowego, chcąc zmniejszyć udział, mogą sprzedać akcje innym podmiotom albo wyemitować nowe walory i skierować je do inwestorów zewnętrznych. Minusem pierwszego rozwiązania może być sprzedaż akcji poniżej ceny ich nabycia. W przypadku drugiego przeszkodą jest wystarczający poziom kapitałów obu polskich banków. Czy w tej sytuacji operację można byłoby przeprowadzić poprzez obniżenie kapitału akcyjnego np. w wyniku umorzenia akcji?

Uważam, że umorzenie akcji i obniżenie kapitału nie jest dobrym pomysłem. Oba banki powinny raczej postawić na rozwój i tym sposobem zwiększyć skalę działania. Wówczas mogłyby efektywniej wykorzystać własne kapitały i poprzez wypłatę wysokiej dywidendy osiągnąć podobny efekt, co służyłoby satysfakcji wszystkich akcjonariuszy.

Od dłuższego czasu banki postulują zmniejszenie restrykcyjności regulacji dotyczących zasad tworzenia rezerw celowych. Dlaczego dotychczas nie podjęto takich działań?

W pierwszych latach funkcjonowania gospodarki rynkowej w środowisku bankowym nie postulowano zmian ze względu na trudną sytuację sektora i bardzo wysokie ryzyko otoczenia gospodarczego. Później wysoki rozwój gospodarczy sprawił, że temat nie był podejmowany. Banki osiągały bowiem bardzo dobre wyniki finansowe. Komisja Nadzoru Bankowego w ostatnich trzech latach dwa razy dokonywała zmian oznaczających mniejszą restrykcyjność. Ostatnie z nich weszły w życie z początkiem 2002 roku.

W ostatnich latach spadek tempa rozwoju gospodarczego sprawił, że zaczęło rosnąć ryzyko w sektorze bankowym. Towarzyszył temu wzrost należności zagrożonych oraz obniżka wyników finansowych z powodu tworzenia wysokich rezerw. Dodatkowo na spadek zyskowności wpływał szybki proces obniżania stóp procentowych. To spowodowało, że w środowisku bankowym pojawiły się głosy nawołujące do łagodzenia dotychczasowych regulacji. Jednak dopiero teraz nadszedł dobry moment na przeprowadzanie zmian. Poziom ryzyka na rynku wraz z ożywieniem gospodarczym zaczyna spadać. Banki zakończyły przegląd aktywów, a Polska wchodzi do Unii Europejskiej. Wcześniej nie byliśmy zwolennikami złagodzenia regulacji, ponieważ z naszych analiz wynikało, że tylko w 2002 roku około 9% należności zaliczonych do kategorii poniżej standardu wracało do grupy kredytów normalnych. Reszta dalej pogarszała swoją jakość, migrując do kategorii najwyższego ryzyka z grupy wątpliwych i straconych. Należy jednak pamiętać, że banki korzystając z szerokiego katalogu zabezpieczeń nie muszą tworzyć rezerw obciążających ich wyniki finansowe.

Reklama
Reklama

Kiedy może nastąpić zmiana przepisów?

Prace nad zmianą regulacji prowadzimy od połowy roku. Prawdopodobnie we wrześniu oraz w październiku tymi projektami zajmie się Komisja Nadzoru Bankowego, uwzględniając wyniki ankiety przekazanej bankom. Jeśli zaakceptuje propozycje zmian, to w listopadzie zostaną one przekazane Ministerstwu Finansów. Przepisy te najpóźniej weszłyby w życie na początku 2005 roku. Możliwe jednak, że mogłyby obowiązywać już w przyszłym roku, np. od połowy 2004 roku. Jest to uzależnione od stanowiska banków odnośnie do okresu potrzebnego na przygotowanie się do zmian i dostosowanie systemów informatycznych.

Na czym będzie polegać rozluźnienie regulacji?

Zmiany prawdopodobnie będą dotyczyć wydłużenia terminu dotyczącego opóźnień w spłacie kredytów, po którym trzeba tworzyć rezerwy. Obecnie jest to 30 dni. Natomiast w systemach bankowych działających w innych krajach jest to 60 i 90 dni. Kolejne modyfikacje byłyby związane m.in. z mniej restrykcyjnym podejściem do kredytów mieszkaniowych. Chcielibyśmy także, żeby banki mogły stosować mniej pracochłonne kryteria przy ocenie zdolności kredytowej małych i średnich firm.

Czy złagodzenie przepisów spowoduje w sektorze bankowym jednorazowe rozwiązanie rezerw na masową skalę, co doprowadzi do poprawy wyników finansowych?

Reklama
Reklama

Zmiana przepisów nie będzie oznaczać znaczącej skali rozwiązywania rezerw. Może wpłynąć głównie na poziom należności zagrożonych, które dzisiaj są wykazywane przez banki, a na które nie są tworzone rezerwy z uwagi na posiadane zabezpieczenia.

Dziękuję za rozmowę.

Nadzór bankowy

Nadzór nad bankami, oddziałami i przedstawicielstwami banków zagranicznych w Polsce sprawuje Komisja Nadzoru Bankowego. W jej skład wchodzą prezes NBP, Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, minister finansów, przedstawiciel Prezydenta RP, przewodniczący KPWiG, przedstawiciel ministra finansów, generalny inspektor nadzoru bankowego.

Organem wykonawczym komisji jest Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego, który jest wyodrębnioną organizacyjnie jednostką Narodowego Banku Polskiego. Celem nadzoru bankowego jest m.in. zapewnienie bezpieczeństwa środków pieniężnych zgromadzonych na rachunkach bankowych i zgodności działania banków z przepisami prawa bankowego. GINB kontroluje m.in. płynność płatniczą i wyniki finansowe banków. Bada również zgodność udzielanych kredytów, pożyczek, gwarancji bankowych i poręczeń z obowiązującymi przepisami.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama