Wczorajsza sesja była kolejną, w czasie której dominowała podaż. Dominowała na tyle wyraźnie, że niedźwiedziom udało się w ciągu dwóch dni zbić ceny o 130 pkt. Trudno taki ruch ignorować. Należą się niedźwiedziom gratulacje, ale daleki jestem od wielkiego optymizmu dotyczącego dalszego utrzymywania krótkich pozycji.

Wczorajszym spadkiem ceny sięgnęły poziomów już bezpośrednio sąsiadujących z potencjalnym dołkiem spadku. Ba, jeśli wziąć pod uwagę wysokość ostatniego małego wzrostu z poniedziałku (korekta spadku) i pomnożyć ją przez 1,618, to otrzymamy przypuszczalny zasięg spadku w ramach kolejnej fali. Ta kolejna fala właśnie wczoraj była przez wszystkich obserwowana, a jej zasięg określony we wspomniany sposób miał wynieść 1513 pkt. Tak się składa, że minimum wczorajszej sesji to 1512 pkt.

Dodajmy do tego kolejny składnik układanki - na 1480 pkt znajduje się poziom 38,2-proc. zniesienia całego wzrostu od dołka z jesieni ubiegłego roku do ubiegłotygodniowego szczytu. Nie należy zapominać o psychologicznym znaczeniu poziomu 1500 pkt. To wszystko sprawia, że w strefie między 1480 a 1500 pkt można doszukiwać się sygnałów kupna. Jeśli te nie wystąpią, to będzie trzeba spojrzeć jeszcze niżej. Jeśli jednak coś się pojawi, to chyba warto zaryzykować z myślą o choćby odreagowaniu ostatniego spadku. Nie mówiąc już o tym, że właśnie ten spadek był odreagowaniem i w gruncie rzeczy nie jest wcale wykluczone, że będziemy mieli do czynienia z nieco większym ruchem wzrostowym. Realne jest przecież ponowne sięgnięcie do szczytów, choć pewnie w obecnej sytuacji nie jest to scenariusz uważany za najbardziej prawdopodobny. Wczorajszy wyrzut akcji na rynku kasowym nie daje bykom wielkich nadziei, ale może właśnie o to chodzi?