Realizacja czarnego scenariusza przebiega na razie zgodnie z planem - na rynku nadal przeważa strona podażowa, nie pozwalając na wzrost indeksu WIG20. A jeżeli takowy już się pojawia, brakuje mu potwierdzenia w wielkości obrotów. Pierwsza biała świeca po ostatniej serii siedmiu czarnych korpusów jest tylko oznaką odreagowania trwających spadków. Podczas wczorajszej sesji WIG20 zdołał jedynie dotrzeć do poziomu otwarcia z poprzedniego dnia, gdzie bariera 1551,5 pkt skutecznie zatrzymała falę kupna.

W perspektywie kolejnych dni na horyzoncie pojawia się linia trendu wzrostowego, na której powinno dojść do przetestowania siły sprzedających. Jednakże próba zatrzymania niedźwiedzi może okazać się nadaremna. Na rynku nadal panuje nadpodaż walorów, których spóźnialscy inwestorzy nie zdążyli sprzedać, kiedy indeks kształtował szczyt.

Jednym z istotnych poziomów, na którym fala spadkowa na WIG20 może się zatrzymać, jest 1483 pkt wyznaczony przez 38,2-proc. zniesienie Fibonacciego (licząc wzrost od 5 marca). Jednakże po tak efektownych, silnych wzrostach z ostatnich tygodni, kiedy to na kolejnych sesjach każda zwyżka wprawiała w zdumienie uczestników rynku, 38,2-proc. zniesienie może okazać się niewystarczające. W przypadku gwałtownych fal impulsu, korekta rynku powinna być głęboka i poziom 1483 pkt znajduje się za blisko szczytu z 1 września. Do podobnego stwierdzenia można dojść po przeanalizowaniu danych intraday dla WIG20. Podczas ostatnich kilkunastu sesji wykształciła się tam wyraźna formacja odwrócenia trendu - głowy i ramion. Z wysokości tej formacji wynika, że indeks powinien zniżkować co najmniej do poziomu 1450 pkt. Tak więc należy oczekiwać, że przewaga strony podażowej będzie w dalszym ciągu znaczna. Najbardziej realnym, chociaż bardzo dramatycznym poziomem zakończenia korekty, wydaje się 1322 pkt, wyznaczony przez 61,8-proc. zniesienie półrocznej hossy. Poziom ten zbiega się także z bardzo ważnym obszarem wyznaczonym przez czwartą elliottowską falę z połowy lipca br.