Zanim test 1500 pkt się rozpoczął, indeks największych spółek spadł "jednym ciągiem" o 200 pkt. To największa strata od początku marca, kiedy na rynku rozpoczęła się zwyżka. Nie przesądza ona jednak o tym, że średnioterminowy trend wzrostowy został zakończony.
Indeks największych spółek zatrzymał spadki na poziomie szczytu ze stycznia 2002 roku. Wierzchołek ten znajduje się na wykresie tygodniowym na 1464 pkt. i stanowi kluczowy element w formacji konsolidacji (nazwijmy ją podwójnym dnem), która jest podstawą obecnej zwyżki. Wysokość podwójnego dna to przynajmniej 400 punktów lub 38%, co oznacza, że po wybiciu z niej indeks powinien osiągnąć 1860 pkt albo nawet 2000 pkt. Na szczycie 1 września WIG20 miał 1712 pkt. Z takiej interpretacji wykresu wynika, że indeks ma jeszcze znaczny potencjał wzrostowy.
Spóźniony ruch powrotny
Ostatni spadek można traktować jako, nieco spóźniony, ruch powrotny do styczniowego szczytu. Byłby on odpowiednikiem tego, co na amerykańskim rynku akcji działo się między czerwcem a wrześniem. Indeks S&P 500, na wykresie którego również zwyżka została poprzedzona rozległą konsolidacją, "poświęcił" aż 3 miesiące na ruch powrotny do niej. Długi marazm amerykańskim inwestorom rekompensują ostatnie sesje, na których S&P 500 regularnie poprawia 52-tygodniowe maksima. Jaka jest szansa na podobny scenariusz na naszym rynku?
Analiza wykresów największych spółek pokazuje, że byki wciąż mają lekką przewagą. Trend wzrostowy (przynajmniej w krótkim terminie) załamał się na wykresach Pekao, Telekomunikacji, Agory, BPH PBK, BZ WBK. Spółki te reprezentują ok. 41% indeksu. Warto zwrócić uwagę, jak zachowały się kursy Pekao i BZ WBK: najpierw przekroczyły poziom 52-tygodniowych maksimów, później nie zdołały na tej wysokości sie utrzymać.