Na piątkowej sesji po raz kolejny dały o sobie znać koszyki zleceń opiewające na cały indeks. To dzięki nim WIG20 w ogóle się zmieniał. Gdyby nie te grupowe zlecenia, to pewnie w czasie całej sesji stalibyśmy w miejscu, obserwując, jak dokonują się wymiany pakietów na kilku spółkach. Obrót na rynku kasowym, który zdaje się być spory, tak naprawdę jest wynikiem kilku poważnych wymian na BPH PBK, PEO czy PLN. Zwłaszcza na PEO sytuacja rynkowa była znamienna. Po podniesieniu kursu do 113 zł dokonano dużych transakcji, po czym pod koniec sesji kurs ponownie się obniżył.

Wydaje się, że gracze na rynku terminowym nie są jeszcze przyzwyczajeni do tej koszykowej gry. Zamiast ignorować takie skokowe zmiany indeksu przy małym obrocie, ceny "zetek" skakały razem z nim. Dzięki temu ceny do południa spadły do 1549 pkt, by szybko odbić do 1565 pkt. Potem była powtórka, przy czym spadek sięgnął niżej za sprawą oczekujących zleceń sprzedaży tuż pod linią trendu wzrostowego. Spełnia ona także rolę dolnego ograniczenia kanału wzrostowego, bliźniaczego do wykreślonego przez indeks. Jednak w przypadku kontraktów trzeba zachować ostrożność z interpretacją wykresów, gdyż doszło do wymiany serii, co może powodować pewne przekłamania. Dlatego bardziej wiarygodnym wydaje się w tym wypadku wykres indeksu.

Na nim także nastąpiło wybicie. Problem w tym, że w dużej mierze było to zasługą zleceń "koszykowych", co umniejsza wiarygodność sygnału. Optymizm z początku sesji został przemieniony w sygnał sprzedaży potwierdzający wcześniejsze odbicie od oporu na 1590 pkt. Zamknięcie sesji przyniosło powrót optymizmu i ceny ponownie znalazły się w kanale. Na razie nie jest więc nic przesądzone. Nikt nie lubi takich sytuacji.