Przyszłość niesie
niebezpieczeństwa
W Polsce zagrożenie black-out być może pojawi się w przyszłości. Pierwszą przyczyną jest zbyt mała liczba linii energetycznych. Polska potrzebuje ich coraz więcej, a rozbudowa sieci od lat jest zbyt wolna. Powodem są niekończące się procesy z właścicielami terenów, na których mają być budowane linie. Brak nowej infrastruktury zwiększa ilość mocy w istniejących liniach, co może doprowadzić do ich przeciążenia. Trzeba uprościć procedury pozyskiwania terenu - stwierdzają autorzy raportu. - Trzeba wprowadzić system informatyczny, który zapobiegnie posypaniu się systemu przesyłowego jak klocków domina. Powinno się również pamiętać o tym, o czym zapomnieli na Zachodzie. Nie można traktować systemu przesyłowego kraju w kategoriach tylko komercyjnych, zaprzestać inwestowania. Na dłuższą metę to się nie opłaca. Koszty awarii są nieporównywalnie większe niż oszczędności wynikające z inwestycji - uważa Jerzy Suchański, senator SLD, szef parlamentarnego zespołu ds. restrukturyzacji energetyki. - W Kalifornii, gdzie skomercjalizowano cały przesył, nowi właściciele nie inwestowali i nie modernizowali. W efekcie energia podrożała o 1000%, a i tak wytwórcy nie byli w stanie jej przesłać ze względu na fatalny stan linii energetycznych - mówi Andrzej Nechrebecki, doradca zarządu PSE.
Mocy u nas dostatek
W Polsce dużo łatwiej można wyłączyć napięcie w sieci niż w UE. Ułatwia to prawo, które nie przewiduje kar za brak prądu. W Unii operator płaci za wyłączenia bardzo wysokie kary finansowe. Dlatego decyzje o wyłączaniu części sieci są podejmowane z opóźnieniem. A stąd to już krok do awarii podobnej do tej, która zdarzyła się we Włoszech.
Poza tym polska energetyka nie jest zależna od importu, a w przypadku awarii elektrowni bez problemu pokrywa niedobór, uruchamiając nowe bloki.