w którego skład wchodzi 10 największych spółek notowanych na giełdzie w Sofii, zyskał w drugim kwartale prawie 50%. Wskaźnik wyliczany jest od 23 października 2000 roku (wartość bazowa 100 punktów) i od tamtej pory zyskał ponad 300%. Płynność bułgarskich spółek jest mizerna. Na pierwszej sesji nowego kwartału łączna wartość obrotów wyniosła 1,5 mln lewów, co odpowiada niecałemu 1 mln dolarów. Kurs akcji jednej ze spółek (Olovno tzinkov komplex), notowanej na najbardziej prestiżowym rynku A, spadł o 46%. Jak przyznaje giełda na swojej stronie internetowej, bułgarski rynek kapitałowy wciąż nie jest dostatecznie rozwinięty i nie stanowi źródła kapitału dla miejscowego biznesu. Giełda w Sofii nie jest na razie w stanie odegrać istotnej roli w rozwoju gospodarczym Bułgarii.
Notowania na giełdzie w Santiago de Chile rosną od października zeszłego roku. W czerwcu to, co było zwykłym trendem wzrostowym, przerodziło się w hossę. Wykres indeksu IPSA, skupiającego największe spółki notowane na chilijskiej giełdzie, pokonał poziom 1240 punktów, który w przeszłości wielokrotnie zatrzymywał zwyżkę notowań. Hossa wygląda na stabilną. Zdaniem analityków, jej źródeł należy poszukiwać w sile miejscowej gospodarki. Jak wynika z najnowszych danych opublikowanych przez tamtejszy Urząd Statystyczny, stopa bezrobocia w okresie czerwiec-sierpień 2003 r. wyniosła 9,4% i była najniższa od pięciu lat. Produkcja przemysłowa w sierpniu wzrosła o 2,1% w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. To pozwala spodziewać się dobrych wyników finansowych chilijskich spółek za III kwartał. Indeks IPSA wzrósł w minionym kwartale 16,5%. Stopę zwrotu wyrażoną w dolarach dodatkowo zwiększyło umacniające się chilijskie peso.
Hossa na indyjskim rynku akcji rozpoczęła się wiosną tego roku. Od 25 kwietnia do szczytu z 10 września indeks BSE 100 zyskał ponad 60%, licząc w walucie lokalnej. Mimo tak znacznego wzrostu kursów, tamtejsze spółki nie są zbyt wysoko wyceniane. Wskaźnik Cena/Zyska dla firm wchodzących w skład indeksu wynosi 12,3. Po krótkiej korekcie notowania znów rosną - od wrześniowego rekordu BSE 100 dzieli mniej niż 1%. W skład indeksu wchodzi 100 spółek, notowanych na pięciu największych rynkach akcji. Ich łączna kapitalizacja wynosi ok. 150 mld USD. Największy wpływ na wartość BSE 100 mają spółki z sektora chemicznego. Indian Oil Corporation, firma zajmująca się przede wszystkim wydobyciem i przetwórstwem, kontrolowana przez indyjski rząd, wyceniana jest na rynku na prawie 10 mld dolarów. Wskaźnik Cena/Zysk wynosi 6,8, stopa dywidendy przekracza 5%. Analogiczne wskaźniki dla PKN Orlen wynoszą 12 i 0,4%.
Tylko na dwóch rynkach akcji ze strefy europejsko-afrykańskiej, spośród uwzględnionych w zestawianiu, przeważały spadki notowań. Główny hiszpański indeks Madrid Generd stracił 0,9%, izraelski TA-100 obniżył się o 4,7% (wg zmian w walucie lokalnej). Uwzględniając utratę wartości szekla w stosunku do dolara, strata TA-100 rośnie do 7,3%. Jednak trend główny na tamtejszej giełdzie wciąż jest wzrostowy. Od połowy lutego do końca sierpnia TA-100 zyskał ponad 50%. Czołową spółką giełdy w Tel Awiwie jest działająca w sektorze farmaceutycznym Teva. Wartość rynkowa to ponad 15 mld dolarów, firma notowana jest ze wskaźnikiem Cena/Zysk 25,3. Dla porównania, kapitalizacja Polfy Kutno, największej polskiej spółki farmaceutycznej notowanej na GPW, niewiele przekracza 100 mln USD. Największym izraelskim bankiem notowanym na giełdzie jest Hapoalim Bank, którego wartość rynkowa wynosi ok. 2,5 mld USD (kapitalizacja Pekao - niecałe 5 mld USD). Prowadzi on działalność nie tylko na rynku krajowym, ale też w Ameryce i krajach europejskich.
W II kwartale 2003 roku stracił impet amerykański S&P 500. Indeks, w którego skład wchodzą największe firmy najpotężniejszej światowej gospodarki, zyskał tylko 2,2%. To najgorszy wynik spośród indeksów obydwu Ameryk, uwzględnionych w naszym zestawieniu. Po prawie 15-proc. zwyżce w pierwszych trzech miesiącach 2003 roku, inwestorzy z pewnością liczyli na więcej. Szczególnie że pod koniec sierpnia wykres indeksu wybił się w górę z kilkumiesięcznej konsolidacji. Jednak wzrost bardzo szybko załamał się i indeks ponownie krąży wokół 1 tysiąca punktów. Wyceny rynkowe największych amerykańskich korporacji wyglądają dość sensownie. General Electric, konglomerat przemysłowy, który ma największy wpływ na indeks S&P 500 (3,26%), notowany jest ze wskaźnikiem Cena/Zysk 21,6 i stopą dywidendy na poziomie 2,5%. Średnie wartości tych wskaźników z ostatnich pięciu lat wynoszą, odpowiednio, 33,3 i 1,6%. Także dla Microsoftu (3,25-proc. udział w S&P) C/Z na poziomie 25,6 jest znacznie niższy niż 5-letnia średnia (44,1)
Wyhamowanie trendu wzrostowego z pierwszej połowy roku, kosztowało nowozelandzki indeks NZSE 40 ostatnie miejsce w zestawieniu, obejmującym rynki Azji i Pacyfiku. Na ostatniej sesji września wskaźnik miał 2180,5 pkt i była to najwyższa wartość od grudnia 1999 roku. Zwyżka w III kwartale wyniosła 1,8%, licząc w walucie lokalnej i 0,5% w ujęciu dolarowym.
Te, wydawałoby się, korzystne statystyki nie zmieniają faktu, że nowozelandzki rynek akcji jest w praktyce martwy. Indeks NZSE 40 od kwietnia 1999 roku porusza się w trendzie bocznym, krążąc między 1800 i 2200 pkt. Na giełdzie w Auckland nieznane jest pojęcie internetowej hossy... bo jej tam po prostu nie było. W czasie kiedy na całym świecie indeksy biły rekordy, NZSE 40 znajdował się w łagodnym trendzie spadkowym. Ostatni większy ruch na tamtejszej giełdzie odbył się na przełomie 1998 i 1999 roku, kiedy w 6 miesięcy NZSE 40 zyskał 37%.