Większość funduszy antypodatkowych, które pojawiły się na rynku pod koniec ub.r. (subskrypcje odbyły się na przełomie listopada i grudnia) inwestuje w krótkoterminowe papiery dłużne. Najniżej są w tej chwili wyceniane certyfikaty Pieniądza Plus, należącego do Kredyt Banku. Według wyliczeń TFI, pod koniec września były one warte 103,91 zł (cena emisyjna wynosiła 100 zł). - Wszystkim funduszom dłużnym dała się we znaki dekoniunktura na rynku obligacji - mówi Piotr Habiera, prezes towarzystwa. - Spodziewamy się, że do grudnia, gdy fundusz będzie likwidowany, wartość certyfikatów wzrośnie do ok. 105 zł. Ten poziom jest zgodny z naszymi oczekiwaniami - dodaje. Jeśli uda się zrealizować ten wynik, to i tak będzie on niższy od zysku, jaki w tym samym okresie można było osiągnąć na inwestycji w bony skarbowe (roczne papiery były sprzedawane w listopadzie ub.r. z rentownością 6,3%, a w grudniu - 5,8%). Na ostateczny wynik inwestycji w fundusze antypodatkowe mają też wpływ prowizje pobierane przy sprzedaży certyfikatów oraz opłaty za odkup papierów przez giełdę (warunek skorzystania z ulgi podatkowej). Ich łączny koszt to ok. 1-1,5%.
TFI zadowolone z wyników
Nieco więcej od certyfikatów wyemitowanych przez TFI Kredyt Banku były pod koniec września warte papiery Millennium Gwarantowanego (104,06 zł). Zbliżoną wartość osiągnęły certyfikaty ING Lokata Plus i CA IB Pro Lokata (odpowiednio 104,25 zł i 104,26 zł). - Wynik jest zgodny ze strategią funduszu - mówi Tomasz Dacewicz z ING, zarządzający Lokatą Plus. - Inwestuje on tylko w najbezpieczniejsze instrumenty i jest alternatywą dla lokat bankowych - dodaje.
Gorzej od prognoz wypadły natomiast wyniki Pro Lokaty. W ub.r. CA IB szacowało stopę zwrotu funduszu na ok. 7-9%. - Sądzimy, że do grudnia, gdy fundusz będzie likwidowany, wartość certyfikatów wzrośnie do 105,1-105,3 zł - mówi Grzegorz Szymański, odpowiedzialny za inwestycje w CA IB. Funduszowi nie udało się osiągnąć oczekiwanych zysków z inwestycji w obligacje. - Postawiliśmy na papiery długoterminowe, które miały dać ponadprzeciętny dochód. Jednak sytuacja na światowych rynkach obligacji gwałtownie się pogorszyła i musieliśmy zamienić je na instrumenty o krótszych terminach do wykupu - dodaje Leszek Milczarek, zarządzający Pro Lokatą. Fundusz nie wykorzystał też możliwości, jakie dała letnia hossa na warszawskiej giełdzie (może inwestować w akcje do 20% aktywów). - Najsilniejsze wzrosty miały miejsce w lipcu i w sierpniu. To był dla nas zbyt krótki horyzont inwestycyjny, biorąc pod uwagę termin likwidacji funduszu, abyśmy mogli podjąć ryzyko inwestowania w akcje - argumentuje G. Szymański.
Więcej dały zarobić