Według D. Wyssa, wysokie tempo wzrostu gospodarczego za oceanem to przede wszystkim zasługa niedawnych obniżek podatków. Gdy ich wpływ osłabnie, za kilka kwartałów USA będą się rozwijać w tempie między 3% a 3,5%.
David Wyss twierdzi, że odradzanie się amerykańskiej gospodarki może stanąć pod znakiem zapytania, jeśli nastąpią jakieś ataki terrorystyczne, rozgorzeje konflikt na Bliskim Wschodzie, który zachwieje dostawami i cenami ropy, bądź deflacja trapiąca inne państwa dotrze za Atlantyk. To ostatnie zagrożenie pozostaje najbardziej realne. - Jeżeli przyspieszenie w Japonii to kolejny falstart i kraj ten znów wpadnie w deflację, jeśli Europa dalej będzie zmierzać w jej kierunku, to czy USA mogą uniknąć wciągnięcia w tę samą pułapkę? - zastanawia się D. Wyss. W jego ocenie szanse na sprawdzenie się takiego scenariusza wynoszą między 5 a 10%.
Ekonomista S&P twierdzi, że wzrost zdolności produkcyjnych za Atlantykiem jest niewystarczający i deficyt w handlu zagranicznym będzie się powiększać, ponieważ większość partnerów handlowych USA notuje niższe tempo wzrostu gospodarczego. D. Wyss liczy na Japonię, skąd ostatnio napłynęły pocieszające informacje o wzroście PKB. - Trochę się obawiamy, bo już obserwowaliśmy trzy czy cztery falstarty japońskiej gospodarki w ciągu ostatnich dziesięciu lat - mówi. - Tamte falstarty spowodowane były jednak ekspansją polityki fiskalnej. Tym razem wydaje się, że po raz pierwszy jest to wzrost organiczny - dodaje. Jeśli chodzi o Europę, to uważa on, że w najlepszym wypadku wzrost gospodarczy będzie powolny.