Reklama

Zaostrza się walka o klienta

Jednym z powodów, dla których z tak dużym zainteresowaniem spotkała się oferta brokerów foreksowych był marazm, który trwał na giełdzie na przełomie 2002 i 2003 roku. Okazuje się jednak, że hossa na GPW wcale nie zmniejszyła zainteresowania walutami. Wciąż powstają nowe firmy, które oferują dostęp do tego rynku.

Publikacja: 16.10.2003 10:06

Kiedy w połowie lipca sporządzaliśmy zestawienie brokerów oferujących handel na foreksie, doliczyliśmy się przynajmniej siedmiu podmiotów, które oferowały swoje usługi polskim klientom. Kilka funkcjonowało jako przedstawiciele (introducing broker) dużych światowych firm foreksowych (Efix, SXFM, WFB), kilka firm działało na podstawie polskiego prawa (Easy Forex, X-Trade, TMS). Po pieniądze polskich inwestorów chcieli sięgnąć także Czesi z firmy 4ex. Dziś te wszystkie firmy wciąż funkcjonują, a na rynku pojawiają się wciąż nowe podmioty. Przed miesiącem działalność uruchomiło polskie przedstawicielstwo CMS, jednego z pięciu największych i najpopularniejszych brokerów rynku forex w Stanach Zjednoczonych. W krótkim czasie firmie udało się pozyskać kilkudziesięciu klientów. W najbliższym czasie ma się pojawić także przedstawiciel (introducing broker) MG Financial Group, jednej z najstarszych firm specjalizujących się w usługach foreksowych dla klientów detalicznych. Dużą popularnością cieszy się platforma transakcyjna firmy Oanda, oferująca klientom transakcje po najmniejszych kosztach na eurodolarze (spread tylko 2 pipsy).

Potencjalnym użytkownikom wypada się tylko cieszyć. Wprawdzie trudno liczyć, żeby dostęp do rynku forex stał się jeszcze tańszy (powoli standardem zaczynają być 3 pipsowe prowizje na najpopularniejszych parach walutowych), ale można liczyć na walkę o klienta jakością usług.

Skąd moda na forex

Żeby waluty i forex mogły zaistnieć w zbiorowej świadomości, potrzebnych było kilka czynników. Do takich zaliczyłbym coraz bardziej męczący trend boczny na przełomie 2002 i 2003 roku na kontraktach na WIG20, który dotychczas był głównym teatrem działań polskich traderów (spekulantów). Teraz, kiedy wzrost notowań i rosnąca zmienność zachęciły inwestorów do powrotu na giełdę, forex wcale nie traci zwolenników. Traderzy spróbowali, jak wygląda prawdziwa spekulacja, z prawdziwymi trendami i niskimi kosztami. Duża część z nich, a raczej na pewno ci, którzy najwięcej potrafią, już tu nie wrócą. Nie bez znaczenia była popularyzacja inwestowania przez internet, przez który klienci indywidualni najczęściej zawierają transakcje na rynku walutowym.

Forex nie zaistniał jednak tylko dlatego, że nasz krajowy rynek jest słaby. Elektroniczne platformy do handlu na foreksie pokazują przynajmniej notowania 10 par walutowych. Z reguły na kilku z nich trwają jakieś trendy. W jednym miejscu mamy zatem zgromadzonych kilka rynków, na których coś się dzieje. Marazm na GPW zbiegł się w czasie z kontynuacją trendu wzrostowego na euro/dolar, najpopularniejszej w Polsce parze walutowej (poza parami, w których skład wchodzi złoty). Na przykład, między 7 kwietnia a 12 maja tego roku wartość wspólnej waluty wzrosła o 8%, co przy wykorzystaniu 100-krotnego lewara przekłada się na 800-proc. zysk.

Reklama
Reklama

Trzeba płacić podatki

Jednym z mankamentów inwestowania na foreksie jest konieczność płacenia podatków od zyskownych transakcji. W przeciwieństwie do rynku kapitałowego, transakcje walutowe nie są zwolnione z podatku i nie ma tutaj znaczenia, że dochody osiągamy zagranicą. Osoby fizyczne, jeżeli ich miejscem zamieszkania jest terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, podlegają obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów bez względu na miejsce położenia źródeł przychodów (nieograniczony obowiązek podatkowy).

Nie ulega wątpliwości, że podobnie jak w przypadku kontraktów terminowych na waluty notowanych na polskich rynkach, nie ma obowiązku odprowadzania comiesięcznych zaliczek na podatek. Takie informacje uzyskaliśmy zarówno od Ministerstwa Finansów, jak i specjalistów podatkowych. Ponieważ płacenie podatku od transakcji walutowych nie jest rzeczą powszechną, urzędy skarbowe nie mają wyrobionego jednolitego wzoru na ściągnięcie takiego podatku.Przepis zaproponował nam jeden z doradców podatkowych, który już z tego rodzaju zobowiązaniami wobec fiskusa miał do czynienia. Po każdej zakończonej transakcji jej wynik należy przeliczyć na złote wg kursu NBP, po jakim w tym dniu notowana jest waluta, w której została rozliczona nasza transakcja. Jeśli, dajmy na to, sprzedaliśmy 10 czerwca 10 tys. euro "przeciwko" dolarowi i zarobiliśmy na transakcji 150 dolarów, a następnie tego samego dnia kupiliśmy 10 tys. funtów brytyjskich "przeciw" japońskiemu jenowi i zarobiliśmy na tym 1000 jenów, to wyniki obydwu transakcji przeliczamy na złote i sumujemy. Gdyby dodać do tego jeszcze punkty swapowe, które otrzymujemy lub płacimy (wynikające z różnych stóp procentowych dla handlowanych walut) i które również powinniśmy uwzględniać w naszych rachunkach, sytuacja byłaby niezwykle skomplikowana. Na szczęście brokerzy foreksowi prowadzą rachunki w jednej wybranej przez nas walucie (najczęściej USD lub euro) i w niej też wyliczane są nasze zyski lub straty z poszczególnych transakcji. W związku z tym odpada przeliczanie wielu różnych kursów na złote. Nie zmienia to faktu, że jeśli dokonujemy dużej liczby transakcji, wyliczenia będą dość kłopotliwe. Po zakończeniu roku wyniki wszystkich naszych transakcji powinniśmy zsumować i opodatkować łącznie z innymi dochodami. Stawka, jaką opodatkowane są zyski z tego rodzaju przychodów, zależy od tego, w którym znajdujemy się progu podatkowym.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama