Kiedy w połowie lipca sporządzaliśmy zestawienie brokerów oferujących handel na foreksie, doliczyliśmy się przynajmniej siedmiu podmiotów, które oferowały swoje usługi polskim klientom. Kilka funkcjonowało jako przedstawiciele (introducing broker) dużych światowych firm foreksowych (Efix, SXFM, WFB), kilka firm działało na podstawie polskiego prawa (Easy Forex, X-Trade, TMS). Po pieniądze polskich inwestorów chcieli sięgnąć także Czesi z firmy 4ex. Dziś te wszystkie firmy wciąż funkcjonują, a na rynku pojawiają się wciąż nowe podmioty. Przed miesiącem działalność uruchomiło polskie przedstawicielstwo CMS, jednego z pięciu największych i najpopularniejszych brokerów rynku forex w Stanach Zjednoczonych. W krótkim czasie firmie udało się pozyskać kilkudziesięciu klientów. W najbliższym czasie ma się pojawić także przedstawiciel (introducing broker) MG Financial Group, jednej z najstarszych firm specjalizujących się w usługach foreksowych dla klientów detalicznych. Dużą popularnością cieszy się platforma transakcyjna firmy Oanda, oferująca klientom transakcje po najmniejszych kosztach na eurodolarze (spread tylko 2 pipsy).
Potencjalnym użytkownikom wypada się tylko cieszyć. Wprawdzie trudno liczyć, żeby dostęp do rynku forex stał się jeszcze tańszy (powoli standardem zaczynają być 3 pipsowe prowizje na najpopularniejszych parach walutowych), ale można liczyć na walkę o klienta jakością usług.
Skąd moda na forex
Żeby waluty i forex mogły zaistnieć w zbiorowej świadomości, potrzebnych było kilka czynników. Do takich zaliczyłbym coraz bardziej męczący trend boczny na przełomie 2002 i 2003 roku na kontraktach na WIG20, który dotychczas był głównym teatrem działań polskich traderów (spekulantów). Teraz, kiedy wzrost notowań i rosnąca zmienność zachęciły inwestorów do powrotu na giełdę, forex wcale nie traci zwolenników. Traderzy spróbowali, jak wygląda prawdziwa spekulacja, z prawdziwymi trendami i niskimi kosztami. Duża część z nich, a raczej na pewno ci, którzy najwięcej potrafią, już tu nie wrócą. Nie bez znaczenia była popularyzacja inwestowania przez internet, przez który klienci indywidualni najczęściej zawierają transakcje na rynku walutowym.
Forex nie zaistniał jednak tylko dlatego, że nasz krajowy rynek jest słaby. Elektroniczne platformy do handlu na foreksie pokazują przynajmniej notowania 10 par walutowych. Z reguły na kilku z nich trwają jakieś trendy. W jednym miejscu mamy zatem zgromadzonych kilka rynków, na których coś się dzieje. Marazm na GPW zbiegł się w czasie z kontynuacją trendu wzrostowego na euro/dolar, najpopularniejszej w Polsce parze walutowej (poza parami, w których skład wchodzi złoty). Na przykład, między 7 kwietnia a 12 maja tego roku wartość wspólnej waluty wzrosła o 8%, co przy wykorzystaniu 100-krotnego lewara przekłada się na 800-proc. zysk.