Ten tydzień można nazwać tygodniem niespełnionych nadziei. Zaczęliśmy od konsolidacji, która nie wykluczała spadku cen. Sam fakt, że wzrost został zatrzymany skłaniał wielu graczy do wejścia na krótką stronę rynku. Objawiało się to rosnącą liczbą otwartych pozycji. Spadek faktycznie miał miejsce we wtorek na początku sesji. Lecz jego skala mogła niedźwiedzi rozczarować, gdyż popyt okazał się wystarczająco mocny dla przeprowadzenia kontrataku. W efekcie fiasko ataku podaży przełożyło się na kolejny zryw byków. Okazał się on skuteczny - nastąpiło wybicie. Środa zbliżyła ceny do wrześniowego szczytu, ale ten nie został osiągnięty. I tu kolejne rozczarowanie. Na wykresach dziennych pojawiła się formacja spadającej gwiazdy.

W czwartek nie mieliśmy kolejnego ataku kupujących, a sesja skończyła się fatalnym spadkiem. To potwierdziło środową formację. Piątek to już była tylko konsekwencja wcześniejszych zdarzeń. Obrona wsparcia w przedziale 1635-40 pkt przez dłuższy czas była skuteczna. Jednak ok. 14.00 nerwy zaczęły puszczać. Spadek kursu zatrzymał się dopiero tuż nad kolejnym wsparciem na 1590 pkt.

Jeszcze w trakcie sesji była możliwość wykreślenia prawego ramienia ewentualnej formacji głowy i ramion. Popyt okazał się niestety za słaby. Czwartkowy spadek pozostawił widoczny ślad. Zatrzymaliśmy się na poziomie konsolidacji z drugiego tygodnia października. Wydaje się, że będzie to wystarczające wsparcie przynajmniej w krótkim terminie. Rynek w ciągu dwóch dni spadł o ponad 120 pkt. Odbyło się to bez żadnej korekty. Jest więc prawdopodobne, że w poniedziałek popyt będzie chciał się pokazać. Jednakże za wiele nie należy się spodziewać. Obecnie mocnym oporem wydaje się wczorajsza konsolidacja, ponad którą bykom będzie trudno wrócić.