Współpraca rozpoczęła się w kwietniu ubiegłego roku. Wówczas LOT podpisał list intencyjny z Lufthansą, liderem Star Alliance. Później zawarł umowę o wspólnej eksploatacji połączeń. Z członkami sojuszu łączy go już pięć tego typu kontraktów (ostatni sprzed kilku tygodni dotyczy amerykańskiej linii United).
Koszty się zwróciły?
Aby wstąpić do sojuszu, polski przewoźnik musiał przystosować się do jego wymagań, zwłaszcza jeśli chodzi o standardy obsługi pasażerów. - Oznaczało to m.in. konieczność modyfikacji naszych rozwiązań informatycznych i zmiany systemu rezerwacji miejsc - informuje Leszek Chorzewski, rzecznik spółki. LOT przyjął również największy w Europie, i stosowany m.in. przez Lufthansę, program lojalnościowy - miles& more. Ile kosztowały inwestycje oraz ile będzie wynosić składka członkowska, nie wiadomo. Spółka nie podała nam informacji na ten temat. - Szacujemy, że gdybyśmy pozostali poza sojuszem, musielibyśmy ponosić wyższe koszty. Poza tym nakłady już zostały pokryte zwiększonymi przychodami - zapewnia L. Chorzewski. Wskazuje na przykład na duży wzrost przychodów z połączeń z Niemcami.
Poza kosztami, wstąpienie do sojuszu oznacza również zagrożenia. LOT będzie jednym z najmniejszych przewoźników w grupie. - Nie obawiamy się marginalizacji. Mamy mocną pozycję w naszej części Europy. Będziemy wschodnią flanką sojuszu - twierdzi L. Chorzewski.
Korzyści dla spółki