Liberalizacja sprawia, że coraz więcej podmiotów może oferować usługi telekomunikacyjne. Polska telefonia stacjonarna jest od dłuższego czasu silnie skoncentrowana. Bezdyskusyjnym liderem sektora jest Telekomunikacja Polska, która na koniec 2002 roku miała prawie 91-proc. udział w lokalnej telefonii przewodowej i ponad 95-proc. udział w międzystrefowej telefonii przewodowej. Niewielkie udziały mieli inni operatorzy: Netia, Telefonia Dialog, NOM czy Energis. Jeszcze w 2000 roku wydawało się, że stacjonarne sieci telefoniczne nie mają rywala. W Polsce penetracja linii stacjonarnych oscylowała wokół 30% ogółu społeczeństwa. Co piąty Polak miał telefon komórkowy. Podobnie było w innych państwach regionu - w Słowacji i na Węgrzech. Penetracja linii stacjonarnych przewyższała penetrację sieci mobilnych. Wyjątkiem były Czechy. Już w 2000 roku u naszego południowego sąsiada przeważały komórki.
Komórki dochodzą do głosu
Przypadek czeski był symptomatyczny. Wyznaczył trend, z którym przyszło się zmagać w następnych latach operatorom stacjonarnym. W ciągu 3 lat komórki podbiły rynki środkowoeuropejskie. Teraz królują niepodzielnie. Na koniec 2002 roku penetracja sieci mobilnych zbliżyła się do niespełna 40%, podczas gdy stacjonarnych nieznacznie przewyższała 30%. Jeszcze większe różnice występowały na innych krajach regionu. Najbardziej jaskrawym przykładem są wspomniane wcześniej Czechy. Penetracja telefonii komórkowej wynosiła tam na koniec poprzedniego roku przeszło 80%, sieci stacjonarnych około 35%.
Gwałtowny wzrost znaczenia sieci komórkowych przeczy wyobrażeniom ekspertów, którzy jeszcze kilka lat temu postrzegali je jako uzupełnienie oferty sieci stacjonarnych. Najlepszym tego dowodem jest Litwa. Od początku 2002 roku do końca I półrocza tego roku liczba abonentów tamtejszego narodowego operatora stacjonarnego zmniejszyła się o 1/4. W tym samym czasie penetracja sieci mobilnych zwiększyła się z 29% do 56%.
Naturalną konsekwencją spadku znaczenia sieci stacjonarnych było przechwytywanie ruchu głosowego przez telefony komórkowe. Dynamika tego zjawiska nie była jednak tak duża jak w przypadku penetracji. Sieci mobilne, mimo znaczących obniżek w ostatnich latach, oferują wciąż wyższe opłaty za połączenia. Mimo 80% penetracji w Czechach, co druga minuta rozmów pochodziła z połączeń inicjowanych w aparatach komórkowych. W Polsce sieci stacjonarne, mimo niższej penetracji, generowały większy ruch głosowy - 70% wobec 30% z komórek. Tak duże różnice w Polsce i Czechach są w dużej mierze wynikiem przyjętego modelu biznesowego przez operatorów mobilnych. W Polsce obowiązuje tzw. model drogi, którego cechami charakterystycznymi są wysokie ceny połączeń i znaczne subsydiowanie zakupu aparatów telefonicznych przez operatorów. Dla odmiany tzw. tani model, który właśnie funkcjonuje w Czechach, oznacza umiarkowane koszty rozmów telefonicznych. Efektem tego jest większy ruch głosowy w sieciach komórkowych niż w Polsce.