Jeśli zarzuty stawiane 47 aresztowanym potwierdzą się, rozszerzająca się od dwóch lat fala skandali inwestycyjnych obejmie kolejny ważny segment rynków finansowych.
Federalni agenci otoczyli we wtorek wieczorem budynki World Trade Center, sąsiadujące bezpośrednio ze zniszczoną "strefą zero". Z biur wyprowadzono w kajdankach wiele osób w garniturach, często wiceprezesów i menedżerów firm zajmujących się operacjami walutowymi. Aresztowań dokonano także w niedalekim Jersey City oraz w Hartford w stanie Connecticut. Zatrzymano nie tylko pracowników dużych banków inwestycyjnych, jak J.P. Morgan Chase, UBS, ale także osoby zatrudnione w znanych firmach specjalizujących się tylko w rynku walutowym: Madison Deane & Associates i ICAP.
Prokurator federalny James Comey przedstawił podczas konferencji prasowej szczegółowe zarzuty stawiane zatrzymanym. Obejmują one zmowę przestępczą, pranie pieniędzy, przestępstwa giełdowe oraz oszustwa przy transferze gotówki.
Pracownicy renomowanych firm finansowych mieli angażować się w fikcyjne operacje na rynku walutowym, narażając indywidualnych inwestorów na ogromne straty. Inny schemat oszustwa miał też polegać na okradaniu dużych partnerów przez mniejsze firmy. Według J. Comey'a, w przypadku J.P. Morgan i UBS pracownicy tych firm mieli prowadzić operacje, w wyniku których ich własne korporacje traciły pieniądze na rzecz zleceniodawców. Ci ostatni mieli dzielić się zyskami z aresztowanymi.
W grę wchodzą grube miliony dolarów. Jest to więc jedna z najpoważniejszych afer w historii rynków walutowych. Przestępstwa mogły być dokonywane praktycznie wszędzie, gdyż rynek walutowy jest kontrolowany dużo słabiej od rynków papierów wartościowych. W skali globalnej przepływa przezeń codziennie gigantyczny kapitał w wysokości 1,2 biliona dolarów. Trzy główne centra operacji walutowych - Japonia, USA oraz Wielka Brytania - kontrolują ok. 60% globalnych operacji walutowych, które można prowadzić 24 godziny na dobę.