Wczorajsza sesja nie była już tak jednoznacznie negatywna, jak dwie poprzednie. Nie można jeszcze być optymistą, ale nie jest wykluczone, że czeka nas jakieś odbicie. Z kupnem lepiej poczekać na wyraźniejsze sygnały.
Sesja zaczęła się w kiepskich nastrojach. Spadek w dniu poprzednim oraz słabe notowania za oceanem pozwalały się przypuszczać, że dojdzie do testu wsparcia. We wtorek główną przyczyną spadków były kosze zleceń arbitrażowych oraz bierność popytu na rynku kasowym. Na wczorajszej sesji także nie brakowało koszyków zleceń, ale tym razem ich kierunek nie był już tak jednostajny. Trzeba także zauważyć, że w czasie godzin przedpołudniowych obrót osiągnął rozmiary niewiele mniejsze do wielkości obrotu z całej wtorkowej sesji. Popyt był już znacznie aktywniejszy, co pozwoliło na zatrzymanie spadków.
Przebieg wczorajszej sesji różnił się od tego, co mieliśmy okazję oglądać w czasie dwóch poprzednich notowań. Nie zmienia to jednak faktu, że rynek zdaje się być w słabej kondycji i nikomu na razie nie przychodzą do głowy pomysły poważniejszych zakupów. Popyt wczoraj się pojawił, ale w takiej skali, że wystarczyło jedynie na uchronienie przed kolejną mocną przeceną. Trudno stwierdzić, czy będzie on także w stanie podźwignąć rynek do jakiegoś poważniejszego odbicia. Końcówka daje pewne nadzieje.
Pierwszym sygnałem kupna, który może uchodzić za wiarygodny, będzie ewentualne zamknięcie wczorajszej luki bessy. Czy tak się stanie jest sprawą otwartą, Dwie wcześniejsze sesje pokazały, że z rynkiem nie jest najlepiej. Jednak jest i druga strona medalu. Spadek cen sprowadził nas w okolice wrześniowego dołka, ale nie doszło do jego przebicia. Mamy jedynie naruszenie.