Do rozpoczęcia sesji wzrostem wystarczył tylko jeden argument - brak kolejnych ataków terrorystycznych. Do skończenia na plusach trzeba było już czegoś bardziej wyszukanego. Idealnie do podgrzania rynku nadawały się dane o październikowej sprzedaży detalicznej, która zaskoczyła, analogicznie do zeszłotygodniowej produkcji przemysłowej. Jeśli dodać do tego bardzo mocny Euroland, to wygrana byków przesądzona była praktycznie już na początku sesji.
I wtedy właśnie przyszła największa niespodzianka, choć podejrzewam, że większość inwestorów zdążyła się już do tego dyskomfortu przyzwyczaić. Mowa o przecenie wywołanej koszykami zleceń sprzedaży akcji, które w kilkanaście minut zabrały indeksowi ponad 10 pkt. Po południu na analogiczny spadek potrzeba było już tylko kilka sekund. Próżno szukać logiki w takim zachowaniu, tym bardziej że koszykowe zlecenia zaczęły pojawiać się także po stronie kupna. Takiemu rynkowi bliżej do kasyna niż prawdziwej giełdy. Każdy fundusz jest w stanie paroma zleceniami znacząco wpłynąć na obraz rynku.
Rehabilitacja przyszła dopiero, gdy byki przebudziło mocne zachowanie węgierskiego Bux. Wraz z bardzo silnym kupnem na największych spółkach sugerowało to powracającą "zagranicę". Technika jest jednak nieubłagana i na razie, ten wzrost ma większe szanse stać się przekleństwem byków, niż początkiem nowego trendu. Zarówno polski, jak i węgierski indeks, skończyły sesje na liniach szyi podwójnego szczytu, a więc na razie wzrosty uznawać trzeba jedynie za ruch powrotny. Dopiero zakrycie luki bessy zaneguje ostatnie sygnały sprzedaży. Dzisiaj byki powinny podjąć atak na ten opór i choć wczorajsze mocne kupno zachęca do jego powodzenia, to ostrożność jest wyjątkowo wskazana, bo odwrót akurat z tego poziomu może być gwałtowny.