Główną przyczyną problemów finansowych jest to, że 30% z przekazywanych pieniędzy jest wykorzystywane nieefektywnie. Dlatego proponuje rozwiązania, które powstrzymają dalszy wzrost kosztów zakładów opieki zdrowotnej. Kolejnym krokiem ma być wprzęgnięcie do systemu prywatnych zakładów ubezpieczeń, oferujących dobrowolne polisy zdrowotne. Pozwoliłoby to na dodatkowy zastrzyk pieniędzy w wysokości 1,5-3 mld zł, przy jednoczesnej presji na racjonalizację kosztów świadczonych usług.
Od kilku tygodni systematycznie rośnie liczba placówek, które informują o wyczerpaniu limitów wyznaczonych na 2003 r. przez kasy chorych. Brak środków oznacza najczęściej, że wszystkie zabiegi, poza ratującymi życie, muszą być odłożone na następny rok. Nie ma co się dziwić, że rząd zabrał się za robienie porządków w publicznym systemie ochrony zdrowia. Mimo że na jego funkcjonowanie przekazywane są rokrocznie ogromne środki - obecnie około 33 mld zł - to nadal nie może się on zbilansować, a taki był cel zmian systemowych, rozpoczętych w 1999 r. Dzieje się tak, że państwo już kolejny raz wyciąga publiczną służbę zdrowia z ogromnych długów. Wprowadzona cztery lata temu reforma przewidywała przejęcie przez rząd zobowiązań szpitali i przychodni - wartość obligacji, które wyemitowano wówczas na pokrycie tych długów, wyniosła około 8 mld zł - tak aby mogły zacząć sprawnie funkcjonować. O racjonalne gospodarowanie środkami ze składek odprowadzanych od naszych podatków miało dodatkowo zadbać 17 kas chorych. Niestety, strategicznego celu nie udało się osiągnąć - placówki znowu zaczęły się zadłużać, dodatkowo część środków zamiast na świadczenia rzeczowe przeznaczono na stworzenie i finansowanie aparatu biurokratycznego. Rozmiar deficytu ujawniono w kwietniu br. przy okazji powołania Narodowego Funduszu Zdrowia, który miał zastąpił dotychczasowe kasy chorych. Okazało się wówczas, że długi publicznych szpitali i przychodni wynoszą już 7 mld zł. Nikt nie miał także wątpliwości, że będą nadal rosnąć, o ile nie położy się temu kresu.
Tama wicepremiera Hausnera
W połowie roku powołano specjalny zespół międzyresortowy, którego pracę nadzorowali wicepremier, minister gospodarki Jerzy Hausner oraz minister zdrowia Leszek Sikorski. W jego pracach, oprócz praktycznie całego kierownictwa Ministerstwa Zdrowia, brali udział przedstawiciele resortu finansów, a także Ministerstwa Skarbu Państwa. Do udziału zostali zaproszeni również niezależni eksperci oraz prawnicy, którzy wspomagali pracę urzędników. Cel, jaki postawiono przed zespołem, był jasny - wypracować rozwiązania, które pomogłyby w uporządkowaniu funkcjonowania systemu publicznej opieki zdrowotnej, w tym przede wszystkim zahamowały narastanie zadłużenia zakładów opieki zdrowotnej (dzisiaj szacuje się je już na 9 mld zł). W innym razie gdyby szpitale i przychodnie zaczęły bankrutować, to zgodnie z obowiązującym prawem, ich długi obciążyłyby samorządy, które są ich organami założycielskimi (właścicielami). Eksperci w ciągu kilku miesięcy przygotowali projekt ustawy o restrukturyzacji zakładów opieki zdrowotnej. W ubiegłym tygodniu przyjął go rząd i zaraz skierował do Sejmu. Zgodnie z przedstawionym projektem, wszystkie placówki zdrowotne, zatrudniające powyżej 50 pracowników, mają obowiązkowo przekształcić się w spółki działające na zasadach rynkowych. Nie będą to jednak typowe spółki prawa handlowego, których działalność nastawiona jest na zysk. W wyniku przekształceń zakłady opieki zdrowotnej (ZOZ) staną się spółkami użyteczności publicznej. Zmiana formy prawnej pozwoli na silniejsze poddanie ZOZ-ów regułom rynkowym. Aby im pomóc, rząd przewiduje umorzenie części zobowiązań publicznoprawnych, a także zawieranie ugody z wierzycielami prywatnymi. Podstawowym warunkiem objęcia taką pomocą jest przedstawienie przez placówkę planu restrukturyzacji. Zespół rządowych ekspertów przygotowuje również całe zaplecze logistyczne związane z tym przedsięwzięciem, czyli np. informacje dla lokalnych samorządów, dla ZOZ-ów, związków zawodowych, partnerów społecznych, które wyjaśnią, na czym ma polegać proces budowania planu naprawczego, a potem restrukturyzacji. Oczywiście, każda placówka sama zdecyduje o tym, czy chce skorzystać z pomocy publicznej i przedstawiać plan naprawczy samodzielnie. Przekształcenie ZOZ-ów w spółki sprawi, że będą one zaciągać długi wyłącznie na swoje konto, ale nie bez końca - jednym z założeń ustawy jest możliwość upadania nieefektywnych ZOZ-ów. Ze względu na to, że są to instytucje świadczące usługi zdrowotne, procedura upadłościowa będzie nieco bardziej skomplikowana niż w przypadku typowych podmiotów gospodarczych.
Ustawą uzupełniającą jest ustawa dotycząca pomocy publicznej dla zakładów opieki zdrowotnej, która przewiduje możliwość ich oddłużenia. Nie ma jednak mowy o bezwarunkowym pokrywaniu przez budżet zobowiązań, tak jak to było na początku reformy. Zgodnie z projektem ustawy, zakłady opieki zdrowotnej będą musiały przedstawić dwuletni program restrukturyzacji. Powinny znaleźć się w nim propozycje rozwiązań, które pozwolą na redukcję narosłych długów oraz poprawienie efektywności działania placówki, tak aby środki otrzymywane z Narodowego Funduszu Zdrowia przynajmniej pokrywały koszty.