Nad polską motoryzacją znowu zaświeci słońce? Wiele na to wskazuje. Tym bardziej że wszyscy starają się jej pomóc. Najpierw kilkudziesięciu europejskich dziennikarzy uznało, że fiat panda jest godny prestiżowego tytułu "Samochodu Roku 2004". Po raz pierwszy tytuł ten otrzymał samochód wyprodukowany w Polsce. Jednak od prestiżu ważniejszy jest sukces handlowy. Czy uda się "zamienić" prestiż na pieniądze, co dotychczas nie zawsze udawało się włoskiemu koncernowi? Od chwili premiery, ponad sto tysięcy osób chce jeździć tym modelem i złożyło już stosowne zamówienia. Co to oznacza dla fabryki w Tychach, która jest jedynym producentem tego auta? Większe zyski i prawdopodobnie wzrost zatrudnienia. Dla gospodarki oznacza to wzrost eksportu.
Nie tylko zagraniczni dziennikarze "pomagają" naszej motoryzacji. Próbował pomóc prezydent Słowacji Rudolf Schuster, który zawetował ustawę obniżającą do 19% stawkę podatku dochodowego. Jednak parlament odrzucił jego weto. Słowacja wraca więc do gry. Negocjacje będą trwały prawdopodobnie jeszcze kilka miesięcy, ale na polu walki pozostało dwóch rywali. Warto zabiegać o tę inwestycję. Nie tylko dlatego, że powstaną nowe miejsca pracy, a większość produkcji trafi na zagraniczne rynki. W przypadku Hyundaia znajduje potwierdzenie stare przysłowie: do trzech razy sztuka. Po raz trzeci Koreańczycy próbują zaistnieć na naszym rynku, nie ograniczając tej obecności jedynie do sprzedaży samochodów. Może wybudowana od podstaw fabryka Hyundaia pozwoli szybko zapomnieć o niemiłych wrażeniach wywołanych obecnością w Polsce innego koreańskiego chebola, czyli Daewoo. Zatarcie wspomnień może okazać się korzystne nie tylko dla nas, ale także dla następnych potencjalnych inwestorów z Korei.
Jeszcze 3-4 lata temu motoryzację określano mianem lokomotywy polskiej gospodarki. Udział kapitału zagranicznego, potężne inwestycje oraz nowe technologie spowodowały, że auta i części samochodowe były naszymi najlepszymi artykułami eksportowymi. Polskę porównywano do Hiszpanii i Portugalii. Po wejściu tych państw do Unii Europejskiej wielu światowych gigantów budowało tam fabryki samochodów. Motoryzacja, obok turystyki, przynosiła obu państwom największe dochody.
Spadek popytu w Europie i w Polsce doprowadził do kryzysu w tej branży. Popyt na nowe auta wzrasta (chociaż można spotkać się z opinią, że jest on sztucznie wywołany obawą przed zmianą cen w związku z akcesją do UE), można więc przypuszczać, że Polska ponownie wchodzi na hiszpańską drogę. Dobry nastrój burzy tylko wspomnienie przegranych batalii o lokalizację fabryki Toyoty i francuskiego PSA. Ale może do trzech razy sztuka? Należy mieć nadzieję.