Waluta jest odzwierciedleniem stanu gospodarki. Tak mówią wszystkie podręczniki do ekonomii. Oczywiście, to jest prawda, która sprawdza się jednak, gdy bierzemy pod uwagę dłuższy okres. Na rynku (z definicji) o kursie decyduje popyt i podaż, agregaty, które niekoniecznie są zbieżne ze stanem gospodarki.
Jeśli to zrozumiemy, będzie to pierwszy krok do pojęcia obecnej słabości dolara na rynkach światowych. Mimo że gospodarka amerykańska jest w bardzo dobrej kondycji, napływ kapitału za ocean wciąż nie jest w stanie sfinansować ogromnego deficytu na rachunku obrotów bieżących. Inwestorzy japońscy, największy gracz na rynku amerykańskim, wolą obecnie krajowe aktywa. Dolarowi szkodzi też polityka słabego dolara, prowadzona na rynku azjatyckim przez rząd amerykański. Natomiast kiepska kondycja gospodarcza Europy ogranicza aktywność rynku fuzji i przejęć. Dlatego też trend euro do dolara jest wzrostowy (1,2140 w czwartek) i dalsza zwyżka kursu do 1,24 pozostaje najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.