Dobra sesja w USA nie wywarła na naszych inwestorach większego wrażenia. Wzrost indeksu DJIA o ponad 100 pkt nie pomógł posiadaczom długich pozycji. Zaczęliśmy notowania od spadku cen. Zaraz po południu popyt próbował pokonać poniedziałkowy poziom zamknięcia, ale nie udało się. Kursy wyszły 1 pkt na plus, ale popytowi zabrakło sił, by utrzymać rynek na tym poziomie. Taki pokaz słabości zwykle się mści i tym razem nie było inaczej. Kursy zaczęły spadać, by dojść do okolic poniedziałkowego minimum. Dopiero tu bykom udało się zniwelować przewagę podaży.
Mamy za sobą kolejną sesją o stosunkowo niskiej aktywności. Warto chyba się do tego przyzwyczaić. Nie chodzi tu tylko o fakt, że przez ostatnie dwa lata pierwsze półrocze było bardzo spokojne. Trzeba się liczyć ze spadkiem aktywności po Nowym Roku także z innego powodu. Wtedy otwarcie pozycji będzie wiązało się z zapłaceniem podatku w przypadku osiągnięcia zysku. Można przypuszczać, że część inwestorów będzie tym faktem zdegustowana. Na innych rynkach także trzeba płacić, ale pamiętajmy, że te inne rynki dają różnorodność. U nas właściwie mamy jeden kontrakt na WIG20. Przewagą jego był brak opodatkowania. Teraz zniknie.
Po ostatnich wypowiedziach przedstawicieli MF widać wyraźnie, że szykowana przez resort "Strategia rozwoju rynku kapitałowego" skupia się głównie na współpracy z OFE. Inwestor indywidualny jest na marginesie. Tylko jak w takim razie ma być osiągnięty kolejny cel strategii, jakim jest płynność? Wycofanie się z rynku części graczy indywidualnych przecież tę płynność obniży. Na jakiej podstawie przedstawiciele MF liczą na wzrost płynności, gdy sami odstraszają tych, którzy tę płynność tworzą?