Wystawcy kart kredytowych celowo zaciemniają informacje na temat pobieranego oprocentowania, uniemożliwiając konsumentom porównywanie ofert i ograniczając konkurencję - mówi wczorajszy raport, będący efektem ponadrocznych prac Komitetu Skarbu Izby Gmin, niższej izby brytyjskiego parlamentu. Parlamentarzyści twierdzą ponadto, że niektórzy emitenci - poprzez zwiększanie bez konsultacji limitów kredytowych - zachęcają ludzi do brania kredytów, na które faktycznie ich nie stać.

- Klient nie ma możliwości wyszukania najlepszej dla siebie oferty - uważa szef komitetu John McFall. - Branża oszukuje konsumentów, i to musi się zmienić - dodaje. Jego zdaniem, zwiększenie przejrzystości powinno wzmocnić konkurencję i przyczynić się do zmniejszenia ceny pożyczek z kart. McFall przypomina, że ich przeciętne oprocentowanie obecnie jest ośmiokrotnie wyższe od podstawowej stopy procentowej Banku Anglii, która wynosi 3,75%.

- Brytyjski rynek kart kredytowych jest jednym z najbardziej konkurencyjnych w świecie - odpiera zarzuty Sandra Quinn, rzecznik Association for Payment Services, które reprezentuje emitentów 95% kart kredytowych. W Wielkiej Brytanii jest ich w obiegu 60 milionów. - Poważnie potraktujemy rekomendacje. Interwencja komitetu już podziałała jak katalizator zmian - dodaje jednak.

W raporcie parlamentarzyści zobligowali emitentów - najwięksi wśród nich to duże banki, takie jak HSBC, Barclays czy Royal Bank of Scotland - do publikowania od kwietnia przyszłego roku w materiałach marketingowych tabelki z opłatami, w jednolitej dla wszystkich formie. Niektórzy wystawcy, np. Barclays, który ma na rynku 9 mln kart, już zaczęli to robić.

Ponadto, jak stwierdził McFall, emitenci powinni opracować wspólną dla wszystkich formułę obliczania stopy oprocentowania w miejsce kilkunastu istniejących obecnie. Na to firmy się nie zgadzają, twierdząc, że klienci będą mieli mniejszy wybór ofert.