Piątek trzech wiedźm okazał się sesją niewiele wnoszącą do obrazu technicznego rynku. Zaczęło się od optymizmu. Seria marcowa utrzymywała się pod okrągłym poziomem 1600 pkt. Kilkanaście minut po otwarciu rynku akcji osiągnęła wartość 1603 pkt. I to był szczyt. Od tego momentu strona podażowa rozpoczęła systematyczne pozbywanie się sporych pakietów akcji. Przy niskiej, przedświątecznej aktywności rynek osiągnął znaczny wolumen obrotu, który zawdzięczamy kilku największym spółkom.
Wygasająca seria kontraktów rozlicza się według wartości indeksu WIG20. Aby utrudnić możliwość manipulacji, jest liczona jako średnia z ostatniej godziny notowań. Bierze się pod uwagę wszystkie publikowane wartości indeksu łącznie z ostatnią, z fixingu. Jest już niemal tradycją, że w dniu wygasania, od 15.00 indeks zaczyna marsz w dół. Przyczyną tego są pozycje arbitrażowe - krótkie na kontraktach i długie w akcjach. Arbitrażyści muszą sprzedać pakiety akcji z WIG20. Dlatego też w ostatniej godzinie notowań indeks pod naporem podaży ruszył w dół. Byki były na to przygotowane - przejęły znaczne pakiety i sesja skończyła się niewielką zniżką.
Zdziwiła mnie bardzo duża, bo ponad 30-pkt. baza serii marcowej, która utrzymywała się niemal przez całą sesję. Być może jest w tym jakiś element proroczy, ale może po prostu byki się pomyliły. Fundusze chcą poprawić roczną statystykę - to jedno. Lecz po drugiej stronie stołu zasiadła w piątek znaczna podaż, obecna przez całą sesję, a nie tylko w ostatniej godzinie notowań. Możliwe też, że dochodzi do przetasowań w portfelach i stąd tak wysoki wolumen obrotu. Bezsporne jest jednak to, że rynek ma na razie problem z pokonaniem 1600.