Wtorkowa sesja przebiegała zgodnie ze schematem charakterystycznym dla naszego rynku w okresach świątecznych. W pierwszej odsłonie notowań indeksy poszły w górę, by przez resztę dnia tkwić w marazmie. Wyjątkiem była aktywność inwestorów - dość duża, jak na końcówkę roku. Być może było to wynikiem tego, że prawdopodobnie po raz ostatni można było kupić akcje, których nie obejmie podatek. Na kilka dni do jego wprowadzenia w życie nie wiadomo, jak będzie w praktyce wyglądał pobór, czy biura maklerskie są dobrze przygotowane, czy prawidłowo go naliczą. Odnosi się wrażenie, że Ministerstwo Finansów to już mało obchodzi. Liczy się, żeby pieniądze wpłynęły do budżetu.

Do końca roku zostało już tylko dwie i pół sesji. Zapewne sytuacja rynkowa niewiele się w tym czasie zmieni. Z każdym jednak dniem inwestorzy będą coraz bardziej wybiegać myślami w I kwartał przyszłego roku. Może się okazać, że przebieg notowań w jego trakcie będzie kluczem do rozszyfrowania koniunktury na resztę roku. Nawet optymistyczny wicepremier Hausner wskazuje, że będzie to trudny okres. Stopniowo powinien nabierać "ustawowych" kształtów program reformowania finansów publicznych. Niekoniecznie zostanie on wdrożony w takiej formie, jak chciałby wicepremier i jak oczekują tego rynki. Niewiadomą jest reakcja inwestorów na znaczną podaż papierów skarbowych o krótszych terminach zapadalności. Do tego trzeba się liczyć z tym, że wyniki największych spółek giełdowych za IV kwartał nie będą zachwycające.

W tej sytuacji potencjał zwyżkowy naszego parkietu nie jest zbyt duży. Nie zmienia to faktu, że ostatnia sesja - z technicznego punktu widzenia - stworzyła WIG20 dobrą podstawę do ataku na opór w strefie 1590-1600 pkt. To, czy kupujący pokuszą się o próbę przełamania tej bariery, będzie ważnym sygnałem na przyszłość. W połowie grudnia zatamowała zwyżkę, ale popyt nie dał się zepchnąć dużo niżej. To dobry znak. Może się jednak okazać, że wyjście ponad ten poziom będzie oznaczać tylko przeniesienie konsolidacji na nieco wyższy pułap.