Ministerstwo Finansów oferowało wczoraj obligacje dwuletnie o wartości 2,7 mld zł. Wszystkie papiery zostały sprzedane, a popyt wyniósł 9,1 mld zł. Analitycy oczekiwali, że będzie on nawet o połowę mniejszy. Średnia rentowność ukształtowała się na poziomie 6,139%, wobec 7,078% na przetargu grudniowym.
- Polskie papiery kupowali przede wszystkim inwestorzy zagraniczni - twierdzi Tomasz Sikora, dealer obligacji z BRE Banku. Jego zdaniem, wzrost zainteresowania naszymi papierami ma związek z wypowiedziami kandydatów do Rady Polityki Pieniężnej, którzy zasugerowali, że chcieliby dalej obniżać stopy procentowe. - Do tej pory rynek obstawiał podwyżkę stóp. Teraz spekuluje na temat obniżki. Większość inwestorów zakłada, że w pierwszym półroczu stopy spadną o 50 pkt bazowych - dodaje T. Sikora.
Dobry wynik środowej aukcji pozytywnie wpłynął na ceny obligacji na rynku wtórnym. Rentowność dwulatek spadła z 6,17% w porannym handlu do 5,91% pod koniec dnia. Czy to oznacza powrót koniunktury na polski rynek?
- Sytuacja poprawiła się znacząco, ale nie wiadomo, na jak długo - mówi T. Sikora. - Na początku listopada też była udana aukcja obligacji. Ale w drugiej połowie miesiąca nastroje na rynku popsuły się - relacjonuje dealer.
O trwałości ożywienia nie jest też przekonany Włodzimierz Kado, dealer z Banku Handlowego. - Na razie mamy do czynienia z krótkoterminowym odbiciem. O długoterminowej zmianie trendu nie można jeszcze mówić - przekonuje W. Kado. Jego zdaniem, dobry nastrój na rynku powinien się utrzymać do czasu wyboru nowej RPP. - Potem sytuacja może się zmienić. Po pierwsze nie wiemy jeszcze, kto ostatecznie wejdzie do Rady. Poza tym, nie mamy pewności, że kandydaci, którzy teraz opowiadają się za obniżkami, będą faktycznie za nimi głosować - dodaje dealer z BH.