Pomijając anormalne zachowanie rynku w końcówce notowań (i długi cień, jaki powstał w efekcie na wykresie), czwartkowa sesja nie wypadła dobrze z punktu widzenia byków. Niepowodzeniem zakończył się atak na szczyt z 15 października 2003 r. Nie tylko nie udało się pokonać ówczesnego dziennego maksimum (1752 pkt), ale przede wszystkim kontrakty zakończyły notowania poniżej poziomu zamknięcia (1724 pkt). Co gorsza, porażka byków wiązała się też z niemałą aktywnością graczy (wolumen 28,2 tys. sztuk).

Rozwój wydarzeń zaczyna być niekorzystny dla posiadaczy długich pozycji. Korekta spadkowa wyraźnie nabiera tempa. Coraz bardziej realne staje się zniesienie poniedziałkowej białej świecy sięgającej 1657 pkt. Ryzyko to potwierdza oscylator stochastyczny, który zaczyna wychodzić w dół ze strefy wykupienia.

W najbliższym czasie warto obserwować MACD. Na szczytach silnych trendów zmiana kierunku linii tego wskaźnika na spadkowy zapowiada bardzo często jeszcze głębszą przecenę. Tak właśnie było w końcu sierpnia i w połowie października. Szczególnie wiarygodna jest kombinacja spadającego MACD i oscylatora stochastycznego, wybijającego się ze strefy wykupienia. Z tym być może będziemy mieli niedługo do czynienia. Poza tym warto zauważyć, że MACD - podobnie jak kurs kontraktów - nie zdołał pokonać swojego szczytu z połowy października.

Sytuacja wygląda wciąż znacznie lepiej na wykresie w układzie tygodniowym, gdzie MACD jest bliski wygenerowania sygnału kupna. Na razie nie warto jednak chyba przywiązywać do tego większej wagi. W końcu w połowie listopada wskaźnik ten dał sygnał sprzedaży, ale kontrakty szybko odbiły się w górę. Jeśli korekta spadkowa nabierze tempa, to sytuacja pogorszy się także w układzie tygodniowym. Co gorsza, istnieje ryzyko powstania formacji potrójnego szczytu.