Mając w pamięci czwartkowe wydarzenia można powiedzieć, że sesja piątkowa upłynęła w spokojnych nastrojach. Nie bez kozery wracam do czwartku. Oto mamy pierwszy namacalny dowód na szkodliwość podatku giełdowego. "Odpływ" inwestorów indywidualnych sprawił, że spadła płynność, przez co stop-loss opiewający na 350 kontraktów mógł wstrząsnąć rynkiem.
Wracając do piątkowej sesji, to obraz techniczny, jaki się po niej rysuje, jest dość interesujący. Zwłaszcza na wykresie tygodniowym. Byki poniosły bowiem trzecią już porażkę na poziomie 1750 pkt. Formacja spadającej gwiazdy niesie ze sobą potężną dawkę pesymizmu. Sugeruje bowiem słabość strony popytowej. To nie wróży najlepiej na przyszłość. Zwłaszcza że po piątkowej publikacji danych o bezrobociu w USA, znacznie rośnie ryzyko dużej korekty (na razie) za oceanem. A to nie pozostanie bez wpływu na rodzimy rynek. Biorąc więc pod uwagę sytuację techniczną kontraktów oraz spodziewaną korektę na Wall Street, oczekuję w przyszłym tygodniu spadków do 1550 pkt (linia trendu wzrostowego). Przełamanie wspomnianej linii otworzy drogę do 1250-1300 pkt, natomiast jej obrona lub zanegowanie opisywanej spadającej gwiazdy pozwoli myśleć o wzrostach.
W mijającym tygodniu żadnej wskazówki nie niesie Wigometr. Wśród ankietowanych siły optymistów i pesymistów są wyrównane - po 41% oczekuje wzrostu i spadku. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że bodajże pierwszy raz w swej historii Wigometr zawiódł w poprzednim tygodniu. Znaczna przewaga byków (50%) znalazła bowiem swe odzwierciedlenie w zachowaniu rynku. To oczywiście nie przekreśla analitycznego znaczenia tego wskaźnika, pokazuje jedynie, że na rynku nic nie jest do końca pewne. Po prostu święty Graal nie istnieje.