Jeśli wczorajszą sesję uznać za test determinacji popytu, to trzeba z przykrością stwierdzić, że popyt tego testu nie zaliczył. Czwartkowy szczyt nie tylko nie został pokonany, ale wręcz mieliśmy powtórkę końcowej wyprzedaży. To dzięki niej ponownie poziom zamknięcia notowań znacznie różnił się od maksimum sesji. Znamienne jest też to, że o ile w czwartek spadek cen miał miejsce w ostatnich minutach sesji, to wczoraj gracze jakby starali się wyprzedzić wypadki i wyprzedaż rozpoczęła się około godziny 15.00.

Trzeba przyznać, że to nieco rozczarowujące, gdyż zdawałoby, że się warunki do ataku na szczyty były sprzyjające. Byłaby szansa na dobre zakończenie tygodnia, co przełożyłoby się pewnie na optymizm na sesji poniedziałkowej. Kolejna słaba końcówka notowań zdecydowanie teraz to utrudni. Mamy za sobą dwa szybkie wzrosty, które nie były kontynuowane, a właściwie należałoby powiedzieć, że zostały one zduszone przez podaż. Popyt okazał się za słaby, by jej sprostać. Czy znajdą się chętni, by uczestniczyć w kolejnym ataku?

Faktu, że na wykresie cen powstały dwa nowe lokalne szczyty, nie należy lekceważyć. Teraz to właśnie na nich można oprzeć górne ograniczenia trójkąta. Jest to o tyle zasadne, że przy wykreślaniu obu szczytów notowano duży poziom emocji, co jest jedną z przesłanek przy określaniu potencjalnych poziomów zwrotnych. Powtórzę "potencjalnych". O faktycznych szczytach będzie można mówić, gdy ceny spadną pod dołek, znajdujący się między nimi, czyli pod 1696 pkt. Dopóki kursy są nad tym wsparciem, bykom nadal przysługuje prawo do kolejnego ataku na szczyty. Z niższego poziomu jest to już raczej mało realne. Zwłaszcza że spadek pod 1696 pkt może być równoznaczny z przełamaniem wzrostowej linii trendu.