Reklama

Kapitałowi zagranicznemu się nie odmawia

Z Andrzejem Zdebskim, prezesem Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, rozmawia Zdzisław Grzędziński

Publikacja: 27.01.2004 08:03

Zacznijmy od najprostszego pytania. Ile wyniosą w tym roku inwestycje zagraniczne w Polsce?

Powiedział pan "najprostszego"? Powiedziałbym: "najtrudniejszego", bo tego nie da się przewidzieć. Ponad 70% inwestycji zagranicznych w Polsce sprowadza się do sprzedaży polskiego przemysłu, przedsiębiorstw, najkrócej mówiąc prywatyzacji. Nawet jeżeli przyjąć, że te proporcje się utrzymają, trudno oszacować inwestycje na ten rok i na lata następne. To pytanie trzeba raczej postawić ministrowi skarbu, bo prywatyzacja dziś przynosi największe dochody.

Nowe miejsca pracy dają inwestycje typu green field, czyli budowane od podstaw. Najtrudniejsze do ściągnięcia na każdy rynek. Dokonując więc ocen i analiz, należy rozgraniczać prywatyzację i budowę firm od początku. Rachunki, o które pan pyta, nie są łatwe. Odpowiedź na pańskie pytanie będę znał za ponad rok. Dopóki nie mam informacji, dopóty jej nie udzielam.

Ile projektów prowadzi Agencja?

W tej chwili jest to ponad 100 czynnych projektów. Gdyby założyć, że wszystkie się powiodą, moglibyśmy z nich uzyskać około 3 mld dolarów. Ale te słowa niech pan traktuje jako ilustrację. Powiem inaczej. Chcielibyśmy, poczynając od 2004 r., mieć co roku wyższą kwotę inwestycji niż w 2003 r., który dopiero oceniamy. I teraz nie powiem, bo nie wiem, ile wyniosły inwestycje w ub.r. To, co jest pewne, to to, że w pierwszym półroczu 2003 r. zainwestowano u nas 2,6 mld USD. Prowadzimy teraz ważne rozmowy, ich efekt poznamy już w najbliższych miesiącach.

Reklama
Reklama

Jakiej kwoty inwestycji potrzebujemy?

Wyliczyliśmy, że do utrzymania 5-procentowego wzrostu gospodarczego rocznie potrzeba inwestycji rzędu 10 mld dolarów. To byłby satysfakcjonujący nas poziom, osiągnięty ostatnim razem w 2000 r.

Kiedy osiągniemy te 10 miliardów?

Chciałbym, żeby było to jak najszybciej. Najlepiej, żeby był to już 2004 roku.

Co przyciąga inwestorów do Polski?

Wielkość kraju, potencjał ludzki, wykształcenie Polaków, umiejętność szybkiego uczenia się i coraz szybszego przystosowywania do zmieniających się warunków - to olbrzymia grupa zalet. A główną słabością jest nasza infrastruktura, głównie komunikacja. I z tego powodu ostatnio część "zawodów" przegraliśmy. Dlatego teraz z władzami lokalnymi pracujemy nad tym, żeby przygotować jak najwięcej dobrych miejsc do inwestycji. Takich lokalizacji, podkreślę "dobrych" lokalizacji, jest niewiele, jeżeli chodzi o "green field". Problemem jest ciągle komunikacja drogowa oraz doprowadzenie mediów. W miarę upływu czasu tych ofert będzie przybywać, bo samorządowcy już rozumieją, że nie wystarczy mieć kilka hektarów pod inwestycje. To za mało. Potrzebna jest jakość.

Reklama
Reklama

Z jakich kierunków oczekuje Pan głównie napływu kapitału?

Członkostwo Polski w Unii Europejskiej z pewnością spowoduje dalszy wzrost zaufania inwestorów zagranicznych. Ci, którzy już są w Polsce, zwiększą zaangażowanie. Liczymy też na nowych inwestorów, których do tej pory odstraszało nasze niejasne prawodawstwo. Przyrost inwestycji z krajów Unii po 1 maja powinien być znaczny. To jeden kierunek, europejski. Spodziewamy się też większego zainteresowania Polską krajów z Azji Południowo-wschodniej - myślę głównie o Japonii i Korei. 400 mln USD inwestycji Japonii w Polsce to niewiele, zważywszy że ten kraj jest piąty na liście światowych "dostawców" kapitału. Trzeci kierunek to Stany Zjednoczone. W tym przypadku trzeba zauważyć jeszcze jeden problem. Zbyt mało robimy, by do Polski trafił kapitał polonijny, a wbrew pozorom mógłby być niemały. Stosunkowo duże możliwości inwestycyjne daje Rosja. Jak do tej pory obracamy się głównie wokół jednej branży - przemysłu petrochemicznego, kojarzonego z Jukosem czy Łukoilem. Tymczasem nie zauważamy branży chemicznej czy chemii ciężkiej - tym mogliby zainteresować się Rosjanie. I wreszcie po piąte - myślimy o kapitale arabskim ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej.

A gdybym zapytał o branże?

Nas interesuje ściąganie każdego kapitału, który tego chce. Najbardziej pożyteczny jest kapitał inwestujący w wysokie technologie i produkujący na eksport. My w swojej strategii chcemy, by inwestycje w nowe technologie osiągnęły wartość 20-25% ogółu napływających środków. Branże eksportowe to na pewno przemysł samochodowy, meblowy, silnikowy czy usługi typu Business Process Offshoring, obejmujące m.in. księgowość, obsługę klienta, HR, co oznacza przenoszenie centrów obsługi klientów z krajów wyżej rozwiniętych do mniej rozwiniętych i tańszych. Z raportu McKinsey&Company wynika, że w ciągu 5 lat w dziedzinie BPO Polska mogłaby liczyć na kapitał rzędu 15 mld dolarów, co mogłoby dać 250-500 tys. miejsc pracy. Do Polski przeniesiono już około 20 centrów "offshoringowych" dużych firm, takich jak Motorola, IBM czy General Electric. Nie wolno też zapominać o turystyce. Z tym wiążą się usługi terapeutyczne i medyczne. A to szansa dla naszych uzdrowisk.

O jakich kwotach mówimy w przypadku BPO?

Do tej pory inwestycje w te dziedziny szacujemy na 1,5 mld USD.

Reklama
Reklama

Skąd pochodzą inwestorzy?

Głównie to inwestorzy niemieccy - 227, amerykańscy - 124 i z Niderlandów - 106.

Czy możemy oczekiwać wielkich inwestycji?

Wszystko wskazuje na to, że era wielkich inwestycji kończy się. No, może poza Chinami, Rosją, Indiami. Teraz ten - nazwijmy - "urobek" inwestycyjny będzie się składał z mniejszych projektów. Tych inwestorów, którzy są z Unii i chcą, na przykład, zainwestować kilkadziesiąt milionów, ciągle jest niewielu. Średni kapitał jest o wiele bardziej ostrożny.

Jak prezentuje się Polska na tle sąsiadów?

Reklama
Reklama

W liczbach bezwzględnych jesteśmy liderem - niemal 70 mld USD inwestycji zagranicznych do połowy ub.r. Jeżeli jednak spojrzymy inaczej - przeliczając inwestycje na głowę mieszkańca - to jesteśmy gorsi. Ale Polska ma szanse być bezsprzecznym liderem i w innych statystykach. Zdecydowanie pomogą nam działania wicepremiera Hausnera dotyczące np. prawa i podatków czy zapowiedź ministra Raczko wydawania wiążących interpretacji prawa podatkowego.

Czy tzw. czynnik iracki zaszkodził inwestycjom w Polsce?

Odwrotnie. Stanowisko Polski w sprawie Iraku pomogło zbudować nowy wizerunek Polski, spowodowało zwiększenie znajomości naszego kraju, przede wszystkim w USA.

Nie odbije się to na inwestycjach francuskich?

Inwestycje Francuzów to przede wszystkim sieci supermarketów i Telekomunikacja Polska. Gdyby nie France Telecom, pozycja inwestycyjna Francji byłaby zdecydowanie inna. Czytaj: niższa. Francuzi lokują w przedsięwzięcia najbardziej dochodowe. Kierują się zyskiem, który mogą osiągnąć. Nie sądzę, żeby czynnik polityczny miał wpływ na ich zainteresowanie Polską.

Reklama
Reklama

A inwestycje offsetowe, oceniane wcześniej na 12 mld USD?

To są zobowiązania wieloletnie. Trwa przygotowywanie umów, rozmowy. Za wcześnie mówić o rezultatach. Kontrakt na F-16 to szansa dla przemysłu zbrojeniowego. To nie ulega wątpliwości. Problemem jest skala tych korzyści i to, jak bardzo będą rozciągnięte w czasie. Jedno jest pewne, rozliczając rok 2004 będziemy mogli powiedzieć po raz pierwszy, jaką wartość mają inwestycje związane z offsetem.

Z kim teraz Pan rozmawia?

Jak mówiłem, prowadzimy ponad 100 projektów. Rozmawiamy z Kia/Hyundai, są dwie inne duże inwestycje, ale nazw nie ujawnię, bo tak się z inwestorami umówiliśmy. Ponadto grupa Tivoli, znana z parków rozrywki, też szuka partnera w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama