Wczorajszą sesję zdecydowanie wygrały niedźwiedzie. Indeks tuż po otwarciu raz jeszcze przetestował poniedziałkowe maksimum i z poziomu luki bessy wyrysowanej 28 stycznia ruszył do dynamicznego spadku. Zwrot właśnie w tym miejscu powoduje umocnienie oporu oddzielającego indeks od styczniowej konsolidacji. Właśnie przejście dopiero tego poziomu pozwoli mówić o zanegowaniu sygnałów sprzedaży. Zamiast tego, wczorajszy odwrót potwierdził, że oglądaliśmy jedynie ruch powrotny.
Reakcja kontraktów mogła być tylko jedna - dynamiczny spadek. Fakt, że nie skończyło się większym dramatem, byki zawdzięczają pustym portfelom arbitrażystów. Baza szybko zeszła bowiem na minusy i jeszcze niedawno wywołałoby to falę wyprzedaży koszykami akcji. Na marginesie, to dość istotna wiadomość, którą warto przypomnieć sobie przy ewentualnym nieodległym (19 marca kontrakt wygasa) powrocie optymizmu wyrażanego bazą +30 pkt. To natychmiast wywołałoby koszyki kupna.
To jednak raczej pieśń przyszłości, bo najpierw czeka nas test ostatnich dołków. Przekonuje o tym nie tylko zwrot na luce bessy, ale zaledwie kilkunastopunktowe popołudniowe odreagowanie. Często powtarzam, że "po odbiciu ich poznacie", a wczorajsza popołudniowa konsolidacja to było jedynie odkładanie spadku, który na koniec sesji ułatwiła żegnająca się ze zwyżkami KGHM. Następnym krokiem powinno być przetestowanie dołka na 1603 pkt. Od siły popytu na tym poziomie zależy, czy wejdziemy w konsolidację, wyczekując na wyniki spółek, czy też rozczarowanie np. piątkowym bezrobociem w USA lub dzisiejszą aukcją dwulatek (2,6 mld) przyniesie nowe minima. Wyroku na byki jeszcze bym nie wydawał, ale zanegowaniem sygnałów sprzedaży będzie dopiero zakrycie środowej luki bessy zarówno na kontraktach, jak i na indeksie.