Od kilku dni inwestorzy na amerykańskich rynkach nie mogą się zdecydować, co dalej robić. Pesymiści dostrzegają kłopot z kontynuacją wzrostu, optymiści zaś zwracają uwagę na niewielką zniżkę od ostatniego maksimum. Niepewność wynika z tego, że z jednej strony większość napływających z gospodarki informacji ma pozytywne zabarwienie, z drugiej - na nastrojach cieniem kładzie się obawa o ewentualną podwyżkę stóp procentowych.

W krótkim terminie przeważają raczej obawy, o czym świadczy przełamanie ponaddwumiesięcznej linii trendu zwyżkowego. To skłania do przypuszczenia, że na szerokim rynku amerykańskim koniunktura ochładza się. Przekonuje o tym również odbicie się po raz kolejny na przestrzeni ostatnich czterech lat dziennego MACD od poziomu "20". Za każdym razem zapowiadało to mniejszy lub większy spadek. Nadal kluczowe znaczenie odgrywa wsparcie zlokalizowane 5% od ostatniego szczytu. Właśnie 5% miała największa korekta podczas trwającej od wiosny ub.r. zwyżki. Teraz jest to poziom 1097 pkt.

Na linii trendu rosnącego, łączącej dołki z marca i grudnia 2003 r., zatrzymał się Nasdaq. Jej przecięcie potwierdziłoby, że pogarsza się klimat do inwestowania w spółki technologiczne. Sygnał sprzedaży byłby tym silniejszy, że oznaczałby, iż styczniowe wyjście ponad opór przy 2060 pkt (maksima z przełomu 2001 i 2002 r.) było fałszywą zapowiedzią kontynuacji zwyżki. W przypadku tego indeksu dzienny MACD również nie zdołał przedostać się ponad poprzednie szczyty. To również ostrzega przed zmianą krótkoterminowej tendencji. Jednocześnie ma to negatywną wymowę w dłuższym terminie, wskazując na to, że bessa jeszcze się nie skończyła. Oporem dla Nasdaq jest w dalszym ciągu górna granica formacji kanału zwyżkowego, jaki obejmuje notowania od jesieni 2002 r. W obecnej sytuacji jest mało prawdopodobne przebicie tej bariery.

Kłopot z kontynuacją wzrostu widoczny jest też na niemieckim parkiecie. DAX przeciął czteromiesięczną linię trendu. Podobne zdarzenie miało miejsce na rynku francuskim.