Muszę wrócić do zeszłotygodniowego rozchwiania kontraktów, bo część obserwatorów rynku pominęła wczoraj zarówno pochwały pod adresem przygotowującej raport KPWiG, jak i należną mocną krytykę GPW. Ta pierwsza podjęła działania oraz przygotowała publiczne wyjaśnienie w formie, która "przekraczała normy zawarte w regulaminie". W formie, której oczekiwali zainteresowani i poszkodowani giełdowi inwestorzy. Była natomiast w tym także spora skaza - opisane kulisy transakcji ośmieszyły działania i komunikaty wydawane przez GPW, która pomimo świadomości możliwego przestępczego charakteru transakcji stała i stoi na stanowisku, że nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, a fakt przestępstwa to problem biura maklerskiego i inwestorów, a nie organizatora obrotu. Nawet, gdy ten wcześniej oficjalnie był upominany do zmian regulacji giełdowych. Ale trwa hossa, cieszmy się.

Raczej trwała, bo wczoraj przerwana została "patridiotyczną" wypowiedzią polityków, którzy wstając lewą nogą zapomnieli o obronie złotego i skoczyli sobie do oczu, osłabiając polską walutę ponad 4 grosze i zbliżając ją do ostatnich minimów. To zaniepokoiło rynek, a w połączeniu z obnażonymi zbyt optymistycznymi oczekiwaniami co do wyników największych spółek wzrosty na GPW zostały zatrzymane. O tyle niefortunnie, że zarówno na indeksie, jak i na kontraktach, odwrót miał miejsce na wrześniowych szczytach. Wyjątkowo się to bykom należało, bo na tych poziomach za wzrostem stały jedynie koszyki akcji, a to nigdy nie przemawiało na korzyść trwałości trendu. Musimy teraz odpocząć i na mocno wykupionym rynku zebrać siły do ataku na kolejne dziewicze poziomy nad wczorajszym 1772 pkt. Ewentualny atak na opory w najbliższych dniach nie przyniesie powodzenia i będzie grozić pułapką.