Wtorkowa sesja przyniosła znaczne pogorszenie nastrojów. W środę rano większość oczekiwała spadków cen. Trudno się dziwić, skoro rynek zanotował mocny zjazd i to na zwiększonym wolumenie obrotów. Takich sygnałów nie należy lekceważyć i faktycznie większość podeszła do tego z należytą uwagą.

Światełkiem w tunelu, które dawało jakiś punkt zaczepienia dla byków i odrobinę nadziei na odrobienie strat, był fakt, że spadek zatrzymał się niemal dokładnie na wysokości wsparcia, za jakie należało uznać szczyt z 2 lutego. To właśnie jego pokonanie wykreśliło później formację podwójnego dna i dało bykom impuls do ataku. Teraz miało się okazać, czy po raz kolejny okolice 1665 pkt będą sprzyjać graczom liczącym na wzrost cen.

Nadzieje znalazły swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Notowania nie rozpoczęły się od kolejnej luki bessy, ale kosmetycznym wzrostem cen. Widać było, że popyt nie podda tak szybko swoich pozycji. Planem na wczorajszą sesję było niedopuszczenie, by ceny spadły pod poziom 1665 pkt. Na więcej nie można było liczyć. Praktycznie przez całą sesję sprawa wsparcia była na pierwszym planie. Kupującym udało się nawet dwukrotnie obronić ceny przed spadkiem pod poziom wtorkowego dołka oraz zaliczyć maksimum na 1683 pkt.

Przed 15.00 mieliśmy najpoważniejszy test. Ceny zjechały pod dotychczasowe minimum. Popyt stanął jednak na wysokości zadania i nie dopuścił do dalszej zniżki. Podaż się nie popisała i w najważniejszym momencie sesji zabrakło jej sił. Zamknięcie notowań nad 1667 pkt to sukces byków. Nie zmienia to jednak faktu, że na sygnały kupna trzeba jeszcze poczekać. Nadal obowiązuje utrzymywanie pozycji krótkich. Zatrzymanie spadku na wsparciu to jeszcze nie sygnał do wzrostu cen.