Piątkowa sesja wieńczyła tydzień zmagań naszego rynku z górnym ograniczeniem formacji klina zwyżkującego, jaką da się zauważyć na wykresie cen kontraktów terminowych. Tydzień zaczęliśmy od mocnego wzrostu, który zbliżył nas do wspomnianego ograniczenia. Wtorek, mimo mocnego początku notowań, przyniósł jedynie odbicie od tego oporu i rynek nieco osłabł. Kolejne dwa dni zostały spożytkowane na zebranie sił potrzebnych do kolejnego ataku. Miał on miejsce wczoraj i niestety zakończył się niepowodzeniem.

Taki przebieg notowań może nieco rozczarowywać. Nie tego oczekuje się od rynku notującego nowe maksima. Nowe rekordy powinny aktywizować kupujących, którzy dotąd wątpili, czy szczyty zostaną pokonane. To właśnie fakt, że są na rynku wątpiący sprawia, że trend jest kontynuowany. To przysłowiowa ściana strachu. W tej chwili obserwacja zachowań cen pozwala raczej na wnioski, że takich wątpiących jest niewielu. Kto ma więc kupować i jakie mają paść sygnały, by ten hipotetyczny popyt się pojawił? Nowe maksima trendu trwającego od roku nie są wystarczająco dobrym sygnałem?

Skoro nie ma komu kupować, to jest to znak, że ci, którzy chcieli kupić, już to zrobili. Rynek ostatnio szybko zyskiwał, więc siła rozpędu jeszcze powoli rośnie. Dynamika tego ruchu jednak wskazuje, że siły opadają. Na razie nadal przeważa popyt. Utrzymywanie pozycji długich wydaje się najwłaściwsze. Uczuliłbym jednak na możliwe sygnały sprzedaży. Obecnie za pierwszy będzie można uznać zejście cen pod minimum z czwartku (1768 pkt). Takie zachowanie rynku uprawdopodobniłoby dalszy spadek w okolice wsparcia na 1736 pkt, a może i nawet do dolnego ograniczenia formacji klina. Przełamanie tego drugiego byłoby już silnym sygnałem sprzedaży dla graczy średnioterminowych.