Wszystko wskazuje na to, że taktyka stosowana przez kupujących od początku roku - szybki ruch w górę i konsolidacja - ponownie się powtórzy. Po mocnej zwyżce z przełomu lutego i marca od kilku dni rynek znów się waha. Jego stan dobrze opisują dwie liczby: 13,1% oraz 5,8%. Tyle odpowiednio WIG20 zyskał od końca ubiegłego roku i od szczytu z 5 stycznia. Zatem kilkudniowe spóźnienie przy kupnie akcji największych firm "kosztowało" ponad połowę zysków wypracowanych przez rynek w ostatnich dwóch miesiącach. Pomimo całego optymizmu co do dalszego wzrostu, wynikającego głównie z imponującej zwyżki kursów średnich firm, trzeba to odbierać jako sygnał słabnięcia trendu.
Jednocześnie istnieją spore problemy ze wskazaniem czynników, które ostatnio determinują zachowanie naszego parkietu. Gwałtowne zmiany indeksów na pojedynczych sesjach i generowane w ich wyniku sygnały kupna i sprzedaży są od dłuższego czasu mało przydatne. Fundamentalny obraz rynku też jest znany - z jednej strony coraz poważniejsze zagrożenia związane z finansami publicznymi, z drugiej trwające ożywienie gospodarcze pozytywnie wpływające na wyniki spółek. Nowym elementem jest widoczne pogorszenie koniunktury na światowych giełdach. Spadek Nasdaqa poniżej 2 tys. pkt jest tego najlepszym potwierdzeniem. Równo rok temu ten indeks ustanowił dołek, który stał się punktem wyjścia trwającego do stycznia wzrostu. Widać coraz większe zmęczenie zwyżką i brak wiary w jej kontynuację. Nastroje ochłodziły się też wokół azjatyckich i latynoamerykańskich emerging markets, które przecież wraz z Nasdaq najwięcej rosły przez ostatni rok. Przesilenie widać też na rynku surowcowym, który rósł równie szybko.
Pewną dezorientację widać też w odniesieniu do zagranicznych rynków. Tak silnej reakcji dolara i amerykańskich obligacji, jak po piątkowych danych o zatrudnieniu w USA, dawno już nie było. Rozczarowujące dane o bilansie handlowym w Stanach Zjednoczonych umocniły dolara, choć były argumentem na rzecz jego dalszej deprecjacji. Takie rozchwianie nie stwarza dobrych warunków do inwestowania. Jest też kolejnym potwierdzeniem zachodzącej zmiany nastrojów.