Po krótkiej stabilizacji notowań na początku zeszłego tygodnia, giełdy europejskie i amerykańskie ruszyły do góry. Na razie jednak na tej podstawie nie można powiedzieć, żeby rynki wracały do długoterminowych trendów wzrostowych. Mimo że na wykresach niektórych indeksów sytuacja techniczna zmieniła się na korzyść byków, to zryw kupujących wygląda jedynie na odreagowanie marcowego spadku. DAX przełamał stromą, krótkoterminową linię trendu, wzdłuż której spadał w ostatnich tygodniach. To jednak za mało, żeby na tej podstawie prognozować choćby powrót do 4150 pkt, czyli miejsca, z którego rozpoczęła się zniżka. Między 3950-3990 pkt znajduje się strefa oporu, na którą składa się połowa najwyższej czarnej świecy, 62-proc. zniesienie ostatniej fali spadkowej oraz dolne ograniczenie konsolidacji, która stanowiła podstawę wyprzedaży.
W drugiej połowie tygodnia sytuację udało się opanować także na Nasdaq. Na wykresie Nasdaq Composite pojawiła się największa w tym trendzie spadkowym biała świeca. Na razie jednak trudno liczyć na coś więcej niż tylko powrót do spadkowej linii trendu, która znajduje się na poziomie 2 tys. punktów. Dopiero, gdyby na wykresie pojawiła się konsolidacja - jest na to szansa - i doszło do wybicia z niej górą, wykres Nasdaq miałby szansę na powrót do styczniowych szczytów. W tej chwili najbardziej prawdopodobny jest scenariusz spadkowy, zgodnie z którym indeks będzie zniżkował przynajmniej do 1800 punktów.
Po kłopotach w drugiej części piątkowej sesji (wartość indeksu spadła ponad 100 punktów), wątpliwości co do kierunku trendu rozwiał węgierski BUX. Indeks, po raz pierwszy w historii, zamknął sesję powyżej 11 tys. punktów. Tuż nad wykresem indeksu znajduje się górne ogranicze nie kanału wzrostowego, obejmującego ostatnie 12 miesięcy notowań. W ostatnim czasie w jednej fali wzrostowej BUX rośnie od 20 do 28% bez większej korekty. Najpóźniej z 11 650 pkt powinien zacząć się kolejny ruch przeciwny do głównego trendu.