Indeks Morgan Stanley Capital International obliczany dla akcji spółek znajdujących się w obrocie w Czechach, Polsce, na Węgrzech i w Rosji wzrósł od początku roku o 22%. Prawie osiem razy bardziej niż podobny wskaźnik obliczany dla Europy Zachodniej i trzy razy bardziej od indeksów dla emerging markets w Azji i Ameryce Łacińskiej.
- Koniunktura na wschodnioeuropejskich giełdach będzie w tym roku lepsza niż w Europie Zachodniej. To są rynki wzrostowe. Jest tam wiele spółek, które skorzystają na rozszerzeniu Unii i ich akcje będą rosły - powiedział agencji Bloomberga Wolfgang Leoni, szef działu inwestycji we frankfurckiej firmie Deka Investment, która zarządza 167 mld USD. Spodziewa się on, że wschodnioeuropejskie gospodarki będą się w tym roku szybciej rozwijały niż w zachodniej części Unii i podziela oficjalne prognozy. Czechy przewidują na ten rok 3,9-proc. tempo wzrostu PKB, Węgry 3,5-proc., a Polska 5-proc. Europejski Bank Centralny prognozuje zaś, że w strefie euro tempo to wyniesie 1,6%.
Wzrosną inwestycje
z Zachodu
Mark Mobius, którego Templeton Asset Management zainwestował w Europie Wschodniej ok. 2 mld USD uważa, że w ciągu 5 lat wartość rynkowa spółek polskich, czeskich i węgierskich osiągnie poziom porównywalny z kapitalizacją ich odpowiedników w Europie Zachodniej. Sylwia Szczepek z DWS Investment we Frankfurcie uważa, że rozwojowi Europy Wschodniej będą m.in. sprzyjały inwestycje spoza tego regionu, gdyż wiele firm zamierza przenieść tam produkcję, by wykorzystać niższe koszty pracy i niższe podatki korporacyjne. Na przykład Siemens chce telefony komórkowe produkować na Węgrzech, a Gillette zamierza wydać ok. 150 mln USD na budowę fabryki w Polsce.