Wczorajsza sesja na GPW przyniosła spore zmiany nastrojów i dość wysokie obroty. Inwestorzy przez pierwszą połowę dnia wierzyli w możliwość wybicia w górę, co powodowało zwiększone zakupy. Jednak w drugiej połowie sesji niedźwiedzie okazały się silniejsze, a spore zlecenia sprzedaży zepchnęły kursy najcięższych spółek zdecydowanie w dół. Liderem spadków okazał się KGHM. Silna podaż ze strony inwestorów zagranicznych wynikała nie tylko z reakcji na chyba nie do końca dobrze przyjęty wywiad z prezesem KGHM, ale także, a może przede wszystkim z gwałtownego, przekraczającego 6% spadku cen miedzi na światowych giełdach. Także dopiero w drugiej części dnia inwestorzy "przypomnieli sobie", że akcje Pekao były wczoraj notowane bez dywidendy, co oznacza, że ich kurs powinien zostać skorygowany o jej wartość (4,5 zł) - przy braku zmiany procentowej wynosić powinien 131 zł. Tymczasem akcjami Pekao handlowano po 134 zł i dopiero na koniec dnia, ich cena spadła do 130 zł.
Jeśli chodzi o indeks WIG20, to od niemal dwóch tygodni porusza się on w zniżkującym klinie. Najbliższym oporem dla rynku jest obecnie pułap 1850-1855 pkt. Wsparcie to z kolei poziom ok. 1830 pkt. Dopóki indeks będzie się poruszać wewnątrz wspomnianego przedziału, na rynku będzie panować denerwująca wszystkich tendencja boczna. Jednak jak pokazuje historia, zazwyczaj po okresie takiej nudnej i meczącej konsolidacji, następuje bardzo silny ruch cen. Z tworzonego obecnie klina zniżkującego, teoretycznie rynek powinien wyjść w górę, jednak obecny obraz rynku, sytuacja międzynarodowa (kondycja S&P 500 oraz DAX) oraz zbliżający się maj, będący zazwyczaj świetnym okresem do sprzedawania, nie pozwalają mi na sformułowanie prognozy zdecydowanego wybicia się indeksu WIG20 w górę. Sugerowałoby to konieczność rozpatrzenia scenariusza spadkowego. W tym kontekście warto przypomnieć także stare, amerykańskie przysłowie: "Sell in May and go away".