Przed rozpoczęciem notowań inwestorzy musieli wybrać między reakcją na słabą końcówkę sesji w Stanach i dobre dane makro w Polsce. Okazało się, że przeważył strach przed większym spadkiem za oceanem i zaczęliśmy notowania od zniżki o 11 pkt. Pierwsza godzina była spokojna i kursy już mocno nie spadły. Minimum sesji oddalone jest od otwarcia o 5 pkt. Po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym zaczął się proces zmiany wagi wspomnianych wydarzeń. Popyt przejmował inicjatywę. Indeks bardzo powoli odrabiał zaległości z niskiego otwarcia. W połowie dnia zatrzymał się w okolicy wtorkowego zamknięcia. Ten poziom przez dłuższy czas skutecznie blokował wzrost. Nie bez znaczenia był też fakt, że w tym samym okresie na rynku węgierskim BUX oddawał cały swój poranny wzrost. My trzymaliśmy się w poziomie, więc można było mówić nawet o sile rynku.
Ta siła jednak nie była cechą stałą i znikła pod koniec notowań. Najpierw ktoś rzucił na rynek kilkaset sztuk kontraktów, a następnie podaż zaczęła pojawiać się na poszczególnych papierach. Końcówka notowań była więc rozczarowująca, gdyż w krótkim czasie przekreśliła całosesyjny dorobek byków.
Mimo słabego zakończenia notowań wnioski nie mogą być inne niż po sesji z kilku ostatnich dni. Nadal znajdujemy się w konsolidacji i póki ceny nie wyjdą poza jej obszar, należy brać pod uwagę każdy rozwój wypadków. Jest to może mało atrakcyjne, ale obstawianie ruchu rynku np. po przebiegu końcówki nie jest zbyt efektywne. W końcu wtorkowe zamknięcie było niezłe, a mimo to miało ograniczone znaczenie dla wczorajszych notowań. Pozwólmy rynkowi wybrać kierunek. Wyprzedzanie sygnałów zwykle źle się kończy. Nastawienie graczy powinno być neutralne z delikatną nutką optymizmu, wynikającego z tego, że przed konsolidacją ceny rosły.