Recesja wyrzuciła na rynek pracy wielu menedżerów, którzy rośli z firmami od początku ich istnienia. Jak ci ludzie odnaleźli się w nowej sytuacji?
Można ich zakwalifikować do trzech grup. Część radzi sobie znakomicie. Część, całkiem spora, zmieniła profil działania. Poszli w kierunku konsultingu, szkoleń lub bardziej samodzielnych przedsięwzięć. Trzecia grupa to osoby nie mogące wyjść z zakrętu. Są na nim bardzo długo. Znam ludzi, którzy pozostają bez pracy ponad 2 lata. Uporczywie szukają zatrudnienia, często jednak koniecznie chcąc pozostać w dotychczasowej branży czy w określonego typu firmie, np. wyłącznie w korporacji, albo też nie dopuszczają możliwości zmiany miejsca pobytu.
Jak wytrzymują to psychicznie?
Pierwsza reakcja to - no cóż zdarzyło się, poszukam czegoś nowego. Nazywam to okresem odwagi. Po 3-4 miesiącach nadchodzi moment ochłonięcia, a dalej zaczyna się apatia. I tu pojawia się problem również dla firm headhunterskich. W oczach takiego człowieka po prostu widać, że on bardzo chce dostać pracę lub że się poddał. Jeśli ta osoba ma iść na interview, nie można tej sprawy bagatelizować. Znaczenie ma oczywiście cv, dorobek kandydata, to jak o sobie mówi, ale w oku musi mieć wolę walki. Tego oczekuje pracodawca. A jeżeli widzi rezygnację i rozpacz, to nawet gdy o tym głośno nie powie, uwzględni to na niekorzyść.
Osoby długo pozostające bez pracy dodatkowo jeszcze obawiają się, że zostaną o to zapytane. Napawa ich to panicznym strachem. Im więcej potencjalny pracodawca będzie wyszukiwał informacji o długotrwałym bezrobociu i o to wypytywał, tym bardziej ten człowiek jest przerażony i zmieszany.