Reklama

A może do Anglii?

Studenci chcący wyjechać do pracy za granicę mają coraz więcej ofert. Tym razem wybraliśmy Wielką Brytanię i skorzystanie z programu work&travel. Oto efekty naszych poszukiwań.

Publikacja: 05.05.2004 10:10

Większość biur umieszcza przynajmniej zarys swojej oferty w internecie. W ten sposób dotarliśmy do warszawskich biur i zapoznaliśmy się z ofertą: Lingwisty, Almaturu i Bratniaka (uznaliśmy je za najbardziej znane).

Podstawą język

Rodzaj pracy dla studentów uzależniony jest najczęściej od ich kwalifikacji i poziomu znajomości języka. Przy dobrej znajomości angielskiego może to być zatrudnienie w hotelach czy restauracjach. Mający niższe kwalifikacje mogą liczyć na pracę na farmach czy w fabrykach. Warto więc posiadać certyfikaty językowe, a także mieć choćby małe doświadczenie w pracy w Polsce. Ceny są dosyć wysokie. Najniższa, z jaką się spotkaliśmy - Bratniaka - to około 475 funtów + 200 złotych (w sumie ok. 3500 złotych) bez dojazdu, zakwaterowania i wyżywienia. Tak więc za samo pośrednictwo i dojazd musimy zapłacić minimalną miesięczną pensję (a wiadomo, że na większą nie ma co liczyć).

Czytajcie umowę!

Najwięcej dowiemy się jednak nie z oferty, ale dokładnie studiując umowę. Na przykład w przypadku Almaturu (siedziba przy ul. Kopernika 23) można się było doczytać (po angielsku), że praca na miejscu może wyglądać zupełnie inaczej, niż jest to napisane w umowie. Dowiedzieliśmy się również, że może się okazać, iż trzeba będzie pracować w nocy lub że pracy przez dłuższy czas wcale nie będzie. Dlatego należy uważnie patrzeć, co się podpisuje. Na dodatek w Almaturze nie mamy żadnego wpływu na to, jaki będzie charakter pracy i do jakiej miejscowości trafimy. Na pytanie, czy jest szansa na to, aby być w jednej miejscowości z kimś znajomym, odpowiedziano nam, że żadna. Jedynym plusem wydawał się początkowy kurs językowy, mający zapoznać studenta z językiem potrzebnym w wybranej pracy oraz podstawami Business English.

Reklama
Reklama

W ofercie Lingwisty (ul. Nowolipki 27) jest pełna możliwość mieszkania razem ze znajomymi, gdyż cały wyjazd organizowany jest tylko do jednego miasta (Eastbourne). Na wybór pracy nie będzie żadnego wpływu - o dokładnych obowiązkach można się dowiedzieć dopiero po przyjeździe. Cena jest dość wygórowana (najwyższa z trzech przedstawianych ofert) - ponad 4 tys. zł za samo pośrednictwo pracy i ubezpieczenie.

Wybieramy Bratniaka

My zdecydowaliśmy się na Bratniaka (BUW, poziom -1). Same kolejki mogły świadczyć tym, że cieszy się on dość dużą popularnością. Na podstawie znajomości języka, a także rozmowy telefonicznej z biurem w Londynie studenci będą przydzielani do trzech programów: Londyn, mniejsze miejscowości i farmy. W przypadku miast (na które dzięki certyfikatom można mieć nadzieję) będą to głównie hotele, restauracje, sklepy. Na miesiąc po złożeniu dokumentów i wpłacie pierwszej raty dostaniemy oferty pracy, można będzie również zmieniać miejsce tak, aby pracować lub mieszkać razem ze znajomymi. To bardzo ważna sprawa, gdyż nie będzie żadnych "niespodzianek" dotyczących osobowości współmieszkańców. Także koszty zakwaterowania mogą się, mieszkając wspólnie, znacznie obniżyć. Ważną sprawą może być również wsparcie w razie ewentualnych problemów. - Naprawdę trudno jest znaleźć odpowiednią ofertę. Łatwo można podjąć pochopną decyzję i potem tego żałować - narzeka Agnieszka Pyskło, studentka I roku. - I tak wszystko okaże się na miejscu - dodaje jej kolega z roku, Konrad Fischer. - Miejmy nadzieję, że będzie to coś lepszego niż zmywanie garów i mieszkanie w schowku na szczotki - mówi.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama