Wczorajsza sesja była siódmą z rzędu, której zamknięcie dokonało się pod poziomem otwarcia. To o czymś świadczy. Wyraźnie mamy do czynienia z trendem spadkowym i nie wygląda na to, by środowe notowania miały ten stan rzeczy zmienić. Wprawdzie zakończyliśmy notowania na lekkim plusie, ale to jeszcze nie jest powód, by rozbudzać w sobie optymizm. Zwłaszcza że może on się okazać niezdrowy, szczególnie dla naszych portfeli.

Sama sesja nie była zbyt pasjonująca. Otwarcie 12 pkt nad wtorkowym zamknięciem to i tak spory wzrost jak na ostatnie dni. Nie dziwiło zatem, że dalsza zwyżka była już poważnym problemem. Kontrakty "mieszały się" w wąskim przedziale, kreśląc trend boczny. Dopiero zbliżanie się do końca notowań zaktywizowało kupujących. Indeks, a za nim kontrakty wybiły się z konsolidacji górą, ale nie był to duży skok cen. Zaraz pojawiła się podaż, która skutecznie stłumiła zapał kupujących. Na większe odbicie jest jeszcze za wcześnie. Wydaje się, że na razie za dużo osób czeka jeszcze na sprzedaż papierów. Spóźnialscy będą teraz działać jak balast i nie pozwolą na duże korekty ostatnich spadków. Obawiam się, że żeby rynek był gotowy do wykonania poważniejszego ruchu korekcyjnego, potrzebne są jeszcze nowe minima, które ostatecznie "strzepną" mniej odpornych graczy.

Wnioski są więc na razie takie same, jak od kilku dni. Trzymajmy się trendu, bo walka z nim może przysporzyć tylko kłopotów. O możliwości pojawienia się korekty poinformuje nas sam rynek, generując krótkoterminowe sygnały kupna. W tej chwili takim sygnałem mogłoby być zamknięcie ostatniej luki bessy, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Wczorajsze tłumienie wzrostu dobitnie pokazuje, że na takie ekstrawagancje jest jeszcze za wcześnie.