Mimo śmierci od początku wojny aż 35 osób zatrudnionych przez Halliburton, bezpośrednio lub jako podwykonawcy, koncern wciąż wysyła nowy personel do Iraku. Co więcej, Halliburton twierdzi, że utrzymuje się także na stałym poziomie liczba podań o pracę w rejonie Zatoki Perskiej. Koncern wykonuje w Iraku kontrakty na dostawy materiałów dla amerykańskich sił zbrojnych oraz odbudowę i obsługę pól naftowych.
Od początku kwietnia, kiedy nasiliły się ataki na cudzoziemców w Iraku, wielu pracowników zagranicznych przedsiębiorstw opuściło ten kraj. W tym czasie firmy ubezpieczeniowe podniosły ceny polis dla cudzoziemców zatrudnionych w Iraku od 10 do 50%. Według Portii Palmer, rzeczniczki amerykańskiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego, nad Tygrysem i Eufratem przebywa obecnie zaledwie około 70% wszystkich cudzoziemców zatrudnionych na kontraktach cywilnych, porównując ze stanem z początku roku. Jednak według Coalition Provisional Authority, aż 11 z 12 wielkich kontraktów realizowanych jest w pełnej obsadzie osobowej.
W stosunkowo najlepszej sytuacji są firmy, które opierają się na rodzimej sile roboczej. "USA Today" przytacza przykład firmy z Maryland New Global Initiative, specjalizującej się w odbudowie szkół i szpitali w Iraku. Zatrudnia ona zaledwie czterech cudzoziemców, a lokalnych pracowników poszukuje z pośrednictwem muzułmańskich duchownych oraz plemiennej starszyzny.