Wniosek po wczorajszej sesji nasuwa się bardzo szybko: niedźwiedzie po 275-punktowej dynamicznej fali spadkowej zmniejszyły napór, ale przestraszone i poturbowane byki nie potrafią tego wykorzystać. Obroty najniższe od piątku przed weekendem majowym, mizerny wzrost WIG20 (głównie dzięki Pekao i Agorze), brak jakiejkolwiek determinacji kupujących - oto cechy charakterystyczne wczorajszych notowań.
Pomijając zeszłoroczny początek hossy, okres od maja do października lub przynajmniej do wakacji (2002 rok) nie był w ostatnich latach dobry dla inwestorów. Wydaje się, że i w tym roku otoczenie giełdy może negatywnie wpływać na koniunkturę. Na pierwszym planie mamy oczywiście pat polityczny, który może potrwać jeszcze długi czas. Paraliż władzy (inaczej trudno określić obecny stan) to zamrożenie reform finansów państwa, bezruch w prywatyzacji i bardzo zły sygnał w kierunku potencjalnych inwestorów zagranicznych. A w tle inne przeszkody: kumulacja działań mających na celu schłodzenie gospodarki chińskiej, w dużym stopniu odpowiedzialnej za hossę na rynkach surowcowych, bijąca rekordy cena ropy, obawy przed podwyżkami stóp w USA, negatywne sygnały płynące z analizy technicznej emerging markets...
W takiej atmosferze, bez poważnego impulsu wzrostowego, trudno będzie się zmobilizować popytowi i wywołać większą korektę. Sposób reakcji rynku na pozytywne informacje jest jedną z bardziej pewnych wskazówek koniunktury. A reakcja na dobre lub bardzo dobre raporty spółek za I kwartał mówi sama za siebie i potwierdza, że poprawa wyników oraz korzyści związane z UE są już w cenach. A rynek będzie czekał na potwierdzenie pozytywnych trendów w gospodarce i, w skali globalnej, powrót kapitałów na rynki wschodzące. Realizując zapewne mniej lub bardziej dynamiczne wzrostowe korekty.
Zwróć uwagę:
Rynek NFI - jedyny, na którym wciąż trwa hossa.