Wczoraj spółka poinformowała, że 12 maja Edwin Tissler posiadał 530 tys. akcji Elektromontażu, co stanowi 6,17% kapitału i głosów na WZA. Tymczasem według raportu kwartalnego opublikowanego 4 maja, prywatny inwestor miał jeszcze dwa razy większy pakiet spółki. Sprzedaż akcji przez E. Tisslera może tłumaczyć gwałtowną przecenę papierów spółki, które od 4 do 12 maja straciły połowę swej wartości (spadek kursu z 2,80 zł do 1,40 zł).

Komunikat o sprzedaży pakietu pojawił się dopiero wczoraj. Wcześniej przedstawiciele spółki zapewniali nas, że nie znają przyczyn tak gwałtownych spadków, a zawiadomienie od akcjonariusza otrzymali we wtorek po południu.

Źródła przeceny szukano zatem w wynikach za I kwartał, przedstawionych 4 maja. Te mogły nastrajać pesymizmem. O ponad połowę spadła sprzedaż Elektromontażu Warszawa.

Z drugiej jednak strony strata netto spółki wyniosła niecałe 0,5 mln zł, gdy przed rokiem sięgała jeszcze 2,3 mln zł.

Transakcje E. Tisslera były "bohaterem" nie tylko ostatnich spadków. Na początku roku inwestor "pomógł" notowaniom Elektromontażu - jego zawiadomienia o przekraczaniu kolejno progów 10% i 12% w kapitale i głosach na WZA zapoczątkowały kilkudziesięcioprocentową zwyżkę kursu. Teraz wyjaśnienie tajemniczych spadków, uspokoiło giełdowych graczy, którzy wczoraj chętniej kupowali papiery spółki. Kurs akcji rósł nawet o 11%. Na zamknięciu płacono za nie 1,63 zł, 5,8% więcej niż we wtorek.