Reklama

Odbiorcy mają dość hossy na rynku stali

Koniec roku 2003 oraz pierwszy kwartał 2004 są okresem dynamicznych zmian na rynku dystrybutorów surowców i wyrobów hutniczych. Gwałtownie wzrosły ceny surowców strategicznych: rudy (wzrost w granicach 20-30 proc.), węgla i koksu (około 20 proc.) oraz żelazostopów (około 30 proc.). Zwiększają się również ceny frachtu kolejowego i morskiego. Automatycznie przemysł hutniczy dokonuje zdecydowanych podwyżek cen na produkowane wyroby.

Publikacja: 22.05.2004 10:29

- Sytuacja spowodowana jest dwoma czynnikami - mówi Janusz Nogowczyk, członek zarządu ds. handlu i rozwoju Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa. - Po pierwsze - kolosalnymi inwestycjami na rynku chińskim, który stał się głównym odbiorcą surowców. Po drugie - lata recesji spowodowały zastój w zakresie inwestycji. Obecnie na światowym rynku hutniczym poprawia się koniunktura.

Skrzętnie korzystają z niej dystrybutorzy. Rosnący popyt wymusił wzrost cen i spowodował, że podskoczyły marże pośredników. Widać to wyraźnie po wynikach spółek notowanych na GPW. Aż o 189 proc. powiększył zysk Stalprofil SA. Zysk netto spółki wzrósł o 113 proc., a przychody zwiększyły się o ponad 13 proc., do 189,1 mln zł. Sytuację na rynku stali wykorzystał też Stalprodukt, notujący ponad 20-procentowy wzrost przychodów. Zysk przekroczył 12 mln zł i był wyższy o ponad 800 proc. niż przed rokiem.

Według prognoz analityków dla światowego hutnictwa zapowiada się dobry rok. Prognozy mówią bowiem o 3,2-procentowym wzroście PKB. Już teraz zwiększa się sprzedaż. Pojawiają się też niedobory surowców. To powoduje, że producenci dyktują warunki. Najbardziej na podwyżki narzeka sektor budowlany. Wzrost cen, nawet o 100 proc., spowodował, że wiele firm znalazło się na krawędzi bankructwa. Zdarza się, że firmy realizują zlecenia poniżej poziomu opłacalności. Tym samym tracą rynek. Z podwyżek nie są też zadowolone stocznie. Wzrost cen blach okrętowych z 300 USD do 650 USD w wielu przypadkach obniżył rentowność stoczniowych firm.

- To oczywiste, że na podwyżki cen narzekają ci, dla których stal jest podstawowym surowcem do produkcji - uważa Wilhelm Stanisław Kirsz, prezes zarządu, dyrektor naczelny Huty Łabędy SA. - Jest drogo, ale za podwyżki cen nie winiłbym hutników. Ta sytuacja zaczęła się przecież od wzrostu cen na surowce - głównie rudę i koks, ale też i złom. W tym ostatnim przypadku nastąpił wzrost cen o 100 proc., podczas gdy ceny na stal wzrosły o 50 proc.

Oceniając sytuację na stalowym rynku, J. Nogowczyk zwraca uwagę na kończące się transakcje długoterminowe. Ceny negocjowane są w systemie kwartalnym, a nawet miesięcznym. Producenci oczekują przedpłat i robią to nawet ci, którzy wcześniej zgadzali się na dłuższe terminy płatności. Coraz bardziej powszechne stają się rozliczenia realizowane praktycznie z dnia na dzień. To powoduje brak stabilności na rynku. Podwyżki cen dotyczą surowców strategicznych, takich jak rudy czy żelazostopy. Należy przy tym zaznaczyć, że te ruchy cenowe jeszcze się nie zakończyły. Podwyżki w niektórych asortymentach sięgają nawet do 50 proc. Dochodzą do tego problemy związane z frachtem. Ceny frachtu wzrosły bowiem nawet do 200 proc. Przykładowo, stawki frachtowe na kierunku Brazylia - porty polskie wzrosły w okresie 2003 i 2004 roku od 12 USD za tonę do 35-38 USD za tonę transportowanych surowców rudnych. Bałtycki index frachtowy uległ podwyższeniu z 2000 do ponad 5000 punktów.

Reklama
Reklama

- To oczywiste, że na wzrost cen narzekają firmy kupujące surowce - dodaje J. Nogowczyk. - Z drugiej strony, wzrost oznacza, że coś się dzieje na rynku, czyli że jest koniunktura.

Mirosław Piotrowski, rzecznik

prasowy Stoczni Gdynia SA:

Zarówno dla Stoczni Gdynia SA, jak i zresztą dla całego przemysłu okrętowego wzrost cen stali jest zjawiskiem bardzo niekorzystnym. Głównie dlatego, że w ostatnim czasie wzrost cen nastąpił o ponad 100 procent. Analogicznie w porównaniu z ubiegłym rokiem Stocznia płaciła za tonę 320 dolarów, a obecnie płacimy aż 600-650 dolarów.Jest to teraz ogromny problem, który wynika z sytuacji, jaka występuje aktualnie w Chinach. W tym kraju realizowany jest program ekspansji inwestycyjnej, który zakłada ogromne zapotrzebowanie na stal.

W Stoczni Gdynia SA zużycie na budowę statku blach i innych konstrukcji stalowych oraz silnika głównego to około 20 procent kosztów budowy jednostki. Tak więc każdy wzrost ceny stali o dolara to wzrost kosztów budowy statku o 20 centów.

Jednak największym problemem staje się teraz dostępność stali. Huty, znając obecną sytuację i wiedząc, że ceny w dalszym ciągu będą rosły, nie zawierają ze stoczniami długoterminowych umów, ale najwyżej na dwa, trzy tygodnie.

Reklama
Reklama

Dzisiaj sytuacja jest na tyle dynamiczna, że mamy obawy co do dostaw wyrobów hutniczych. Ta sytuacja oznaczałaby koniec przemysłu okrętowego w Polsce.

W związku z występującą sytuacją Stocznia podejmuje działania mające doprowadzić do renegocjacji kontraktów z armatorami. Staramy się, aby w tych umowach zawierać element indeksacyjny, czyli uzależniający cenę statku od wzrostu cen surowców.

Stocznia Gdynia SA realizując plan restrukturyzacji nie może dopuścić do takiej sytuacji, że budowane statki będą przynosić stratę.

Tak więc staramy się, żeby wszystkie realizowane w Stoczni Gdynia SA kontrakty były rentowne.

Jerzy Markowski, senator SLD:

Wpadliśmy w swego rodzaju pułapkę, wyzbyto się bowiem wpływu na stymulację cen wyrobów stalowych. Koncern LNM, który przejął Polskie Huty Stali, narzuca teraz wysokie ceny, będące pochodną koniunktury na światowym rynku stali. I trudno się temu dziwić. Odbija się to jednak na kosztach produkcji w wielu branżach, w tym górnictwie, które musi dużo więcej płacić za wyroby stalowe, w tym między innymi za obudowy. Naturalnym odruchem byłoby podniesienie przez Jastrzębską Spółkę Węglową cen węgla koksowego potrzebnego do produkcji stali. Uważam, że należałoby utworzyć jedno przedsiębiorstwo węglowe. Powraca więc koncepcja utworzenia "Polskiego Węgla". Dziś zarówno Jastrzębska Spółka Węglowa, jak i Kompania Węglowa oraz Katowicki Holding Węglowy rozliczają się samodzielnie. Gdyby tworzyły jeden podmiot, to miałyby do dyspozycji więcej narzędzi służących stymulowaniu cen. Utworzenie jednego podmiotu, skupiającego producentów węgla, wydaje się jedyną racjonalną koncepcją. Należy się bowiem spodziewać, że koncern LNM będzie się starał przejąć kopalnie należące do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, które wydobywają węgiel koksujący. Gdyby kopalnie JSW trafiły w ręce LNM, to producenci węgla energetycznego zostaliby pozostawieni sami sobie, bez żadnych możliwości reagowania na podwyżkę cen wyrobów stalowych. Jeżeli wzrost cen stali zacznie pogrążać producentów węgla energetycznego, to właściciel będzie musiał podjąć jakieś kroki. Oby tylko nie było na to za późno.

Reklama
Reklama

Zbigniew Banaszczuk, dyrektor naczelny, prezes zarządu Toruńskich Zakładów Urządzeń Okrętowych Towimor SA:

Koniunktura na rynku stali, a co za tym idzie, wzrost cen wyrobów stalowych bardzo mocno wpływa na naszą sytuację. Do produkcji wielu naszych wyrobów wykorzystywane są blachy ze stali. W ostatnim czasie nastąpił prawie dwukrotny wzrost ich cen. Ma to wpływ na pogorszenie wyników firmy. Nasi odbiorcy nie godzą się na renegocjację ustalonych wcześniej cen na nasze wyroby. Mam nadzieję, że hossa na rynku stalowym nie potrwa zbyt długo i ceny się ustabilizują. Przed trzema miesiącami za tonę blachy płaciliśmy około 450 euro, a obecnie blisko 800 euro za niektóre gatunki blach. Niestety, ale podwyżka cen stali wpłynie znacząco na pogorszenie naszych wyników za 2004 rok.

Leszek Jarno, prezes Zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej:

Za wyroby stalowe, w które zaopatrujemy się w hutach Ispat Polska Stal, musimy płacić więcej, gdyż ceny wyrobów stalowych wzrosły o przeszło 60 proc. Stąd także i cena wydobywanego przez nas węgla koksowego uległa podwyższeniu.

Bogusław Piekarski, dyrektor generalny, prezes zarządu FostCeny wyrobów stalowych znacznie poszły w górę, w tym ceny blach i stali konstrukcyjnych. Oprócz problemu ze wzrostem cen pojawia się problem związany z terminowością dostaw wyrobów hutniczych. W tej sytuacji, z jaką mamy do czynienia obecnie, ważne jest odpowiednie zabezpieczanie się przed skutkami koniunktury na stalowym rynku. Reasumując, wzrost cen stali przełoży się na wyższe ceny produktów, które odczują końcowi klienci.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama