- Sytuacja spowodowana jest dwoma czynnikami - mówi Janusz Nogowczyk, członek zarządu ds. handlu i rozwoju Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa. - Po pierwsze - kolosalnymi inwestycjami na rynku chińskim, który stał się głównym odbiorcą surowców. Po drugie - lata recesji spowodowały zastój w zakresie inwestycji. Obecnie na światowym rynku hutniczym poprawia się koniunktura.
Skrzętnie korzystają z niej dystrybutorzy. Rosnący popyt wymusił wzrost cen i spowodował, że podskoczyły marże pośredników. Widać to wyraźnie po wynikach spółek notowanych na GPW. Aż o 189 proc. powiększył zysk Stalprofil SA. Zysk netto spółki wzrósł o 113 proc., a przychody zwiększyły się o ponad 13 proc., do 189,1 mln zł. Sytuację na rynku stali wykorzystał też Stalprodukt, notujący ponad 20-procentowy wzrost przychodów. Zysk przekroczył 12 mln zł i był wyższy o ponad 800 proc. niż przed rokiem.
Według prognoz analityków dla światowego hutnictwa zapowiada się dobry rok. Prognozy mówią bowiem o 3,2-procentowym wzroście PKB. Już teraz zwiększa się sprzedaż. Pojawiają się też niedobory surowców. To powoduje, że producenci dyktują warunki. Najbardziej na podwyżki narzeka sektor budowlany. Wzrost cen, nawet o 100 proc., spowodował, że wiele firm znalazło się na krawędzi bankructwa. Zdarza się, że firmy realizują zlecenia poniżej poziomu opłacalności. Tym samym tracą rynek. Z podwyżek nie są też zadowolone stocznie. Wzrost cen blach okrętowych z 300 USD do 650 USD w wielu przypadkach obniżył rentowność stoczniowych firm.
- To oczywiste, że na podwyżki cen narzekają ci, dla których stal jest podstawowym surowcem do produkcji - uważa Wilhelm Stanisław Kirsz, prezes zarządu, dyrektor naczelny Huty Łabędy SA. - Jest drogo, ale za podwyżki cen nie winiłbym hutników. Ta sytuacja zaczęła się przecież od wzrostu cen na surowce - głównie rudę i koks, ale też i złom. W tym ostatnim przypadku nastąpił wzrost cen o 100 proc., podczas gdy ceny na stal wzrosły o 50 proc.
Oceniając sytuację na stalowym rynku, J. Nogowczyk zwraca uwagę na kończące się transakcje długoterminowe. Ceny negocjowane są w systemie kwartalnym, a nawet miesięcznym. Producenci oczekują przedpłat i robią to nawet ci, którzy wcześniej zgadzali się na dłuższe terminy płatności. Coraz bardziej powszechne stają się rozliczenia realizowane praktycznie z dnia na dzień. To powoduje brak stabilności na rynku. Podwyżki cen dotyczą surowców strategicznych, takich jak rudy czy żelazostopy. Należy przy tym zaznaczyć, że te ruchy cenowe jeszcze się nie zakończyły. Podwyżki w niektórych asortymentach sięgają nawet do 50 proc. Dochodzą do tego problemy związane z frachtem. Ceny frachtu wzrosły bowiem nawet do 200 proc. Przykładowo, stawki frachtowe na kierunku Brazylia - porty polskie wzrosły w okresie 2003 i 2004 roku od 12 USD za tonę do 35-38 USD za tonę transportowanych surowców rudnych. Bałtycki index frachtowy uległ podwyższeniu z 2000 do ponad 5000 punktów.